Kartonówki z Naszej Księgarni

Budzą mieszane uczucia. Jedni je kochają, inni...nie rozumieją. Ale faktem jest, iż całokartonowe książki przestały traktowane być po macoszemu. Niemały w tym udział ma Wydawnictwo Nasza Księgarnia, która od wielu lat wypuszcza na rynek kartonowe picturebooki (np. serie "Opowiem Ci mamo", "Pucio", czy "Rok w..."). A najfajniejsze jest to, iż obalają mit jakoby ich odbiorcą mogły być tylko maluszki. Dzisiaj obrazkowe książki trafiają nie tylko w obślinione rączki i wszystkożerne paszcze roczniaków, czy dwulatków. Kartonówki mogą cieszyć także siedmioletnich łobuziaków, a nawet (i to bardzo często) wprawiać w zachwyt ich (trochę starszych) rodziców. Zobaczcie jakie kartonówki sprawiły ostatnio, że z zachwytu zbieramy szczęki z podłogi.


"Opowiem Ci mamo..." czyli doskonale wszystkim znana seria kartonówek doczekała się kolejnych tytułów. Tym razem opowiadać będziemy o pociągach, psach i dinozaurach. Dla każdego coś dobrego!


Czternaście rozkładówek, dzięki którym najmłodsi czytelnicy będą mogli wybrać się w niezwykłą podróż koleją i poznać bogaty świat najróżniejszych pociągów. Razem z głównym bohaterem Rysiem odwiedzamy muzeum lokomotyw, parowozownię, stację kolejową i metro. Poznamy najsłynniejsze szlaki kolejowe, najważniejsze daty w historii kolei, budowę i zasadę działania parowozu, a nawet rekordy szybkości, jakie osiągnęły różnego typu pociągi. Książka, podobnie jak reszta z tej serii, to zabawa i nauka w jednym. Powiększa zasób słownictwa najmłodszych czytelników o takie zwroty jak np. semafor, zwrotnica, bocznica, podróż transkontynentalna. Pokazuje zmiany jakie następowały w kolei wraz z postępem technologicznym i cywilizacyjnym. Jest także doskonałą bazą do ćwiczenia spostrzegawczości. Te wszystkie tory, wagony i parowozy ukryte na dużych rozkładówkach zachęcają do wyszukiwania szczegółów oraz opowiadania, ale przede wszystkim rozbudzają zainteresowanie światem. Trochę historii, szczypta ciekawostek i masa pociągów zainteresować może zarówno siedmiolatka, jak i dwulatka śpiewającego ciągle "Jedzie pociąg z daleka...".



Nowe nazwisko, proszę Państwa! Kolejna zdolna ilustratorka dołączyła do teamu tworzącego tę serię. Młoda ilustratorka Paulina Wyrt charakterystyczną kreską nakreśliła psi świat, po którym oprowadza nas kundelek Feler. Nie jest to świat idealnych domów i pięknych, uśmiechniętych ludzi. Tutaj człowiek potrafi być naprawdę brzydki, w domach panuje bałagan taki, jakby stado dwulatków maczało w tym swoje paluszki, a świat pełen jest rozkrzyczanych, znudzonych i zmęczonych ludzi, między którymi biega zgraja psów różnej maści. Chaos panujący na kartach tej książki jest...taki życiowy. Paulina Wyrt genialnie przedstawiła rzeczywistość! Z ogromnym poczuciem humoru, w krzywym zwierciadle, trochę karykaturalnie. Te cechy widać we wszystkich pracach tej ilustratorki. Zajrzyjcie koniecznie tutaj (KLIK). Niejedną ilustrację oprawiłabym w ramę i zawiesiła na ścianie. Rewelacyjny klimat! I taki też jest w tej książce. Jednakże Paulina Wyrt odpowiada nie tylko za warstwę estetyczną, ale także tekstową. W ciekawy sposób przybliża najmłodszym kwestie związane z opieką nad czworonogiem, ich zwyczajami, umiejętnościami, czy ulubionymi przysmakami. Przedstawia niektóre rasy psów, psie zawody i miejsca, do których chadzają psy. Razem z Felerem odwiedzimy weterynarza, salon piękności, plac zabaw dla zwierząt, kawiarnię i wiele innych miejsc. Podobnie, jak w pozostałych książkach z tej serii, znajdziemy tutaj różne zadania do wykonania, grę planszową i mnóstwo informacji, które pokazują, jak wiele psy mają wspólnego z człowiekiem. Świetna książka dla wszystkich miłośników czworonogów!



Emilia Dziubak po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią w swoim fachu! Ta książka to kolejne arcydzieło, które wyszło spod ręki tej utalentowanej ilustratorki. Do świata dinozaurów zabiera nas jaskiniowiec Kudłacz i jego przyjaciel Karaluch, którzy kapsułą czasu przenoszą się kolejno do triasu, jury i kredy. Poznają riochazaura, przodka największych dinozaurów, teratozaura, który zgubił jajo, roślinożernego diplodoka, żyjące w wodzie plezjozaury, latające archeopteryksy i wiele, wiele innych. Dowiadujemy się także, które dinozaury były roślino- a które mięsożerne, które należały do gadziomiednicznych, a które do ptasiomiednicznych. Poznajemy zwierzęta, które towarzyszyły dinozaurom na co dzień, i takie, które spotkać możemy nawet dzisiaj. Książka pełna jest ciekawostek z życia tych pradawnych gadów. Czy wiesz jakie współcześnie żyjące zwierzę jest najbliższym krewnym dinozaura? Ile cm mierzył kieł tyranozaura? Dlaczego dinozaury połykały kamienie? My już wiemy! Przy okazji lektury tej książki, dowiadujemy się także, jak dawniej wyglądała Ziemia, jakie procesy i zjawiska na niej zachodziły oraz w jakiej kolejności pojawiały się poszczególne formy życia. Cała wiedza zawarta w książce jest dokładnie uporządkowana wg okresów w dziejach ziemi. Dodatkowo pojawiają się np. proste zadania matematyczne, wyszukiwanki, labirynt, co jeszcze bardziej uatrakcyjnia lekturę. No i te obłędne ilustracje! Obok tej książki nie można przejść obojętnie!


"Rok na targu" (tekst i ilustracje: Jola Richter-Magnuszewska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

Seria "Rok w..." to od lat jedne z najczęściej przeglądanych książek w naszym domu. "Rok w przedszkolu" wciąż wędruje od pokoju do pokoju, zaczytywany namiętnie przez Mateusza. Bruno także polubił te kartonówki i, podobnie jak mama, oczu nie może oderwać od zwierząt wymalowanych ręką Emili Dziubak ("Rok w lesie" klik). Te dwie pozycje są naszymi ukochanymi z całej serii. A jak na tym tle wypada książka "Rok na targu"? Oj, nie miała łatwego zadania. Nie udało jej się zdetronizować naszych ukochanych książek, co nie znaczy, że nie jest warta zakupu.

Konstrukcja książki pozostała taka sama. Mamy, więc dwanaście rozkładówek ukazujących zmiany, jakie zachodzą na przestrzeni całego roku na targowisku w Dobroszycach oraz dwie dodatkowe plansze - jedną, prezentującą bohaterów oraz drugą, zawierającą interaktywną grę. Każda z dwunastu rozkładówek to jeden kadr ukazujący barwne życie sprzedawców z targowiska oraz ich klientów z miasteczka. Towarzyszymy im w obchodach świąt, wspólnie zmagamy się z kaprysami natury, poznajemy produkty sezonowe, a także przyglądamy się barwnym bohaterom, których na kartach książki nie brakuje. Dyniowy Baron przywozi wegetariańskie potrawy, Marianna szyje niezwykłe zabawki, zielarka Skrzatula przygotowuje uzdrawiające mikstury, pan Słodziutki wyrabia najpyszniejsze, naturalne lody a pan Miecio pilnuje porządku. Pojawiają się również...Janusze. Tak! Nawet tutaj nie brakuje typowej Grażynki i Janusza. I to, co u niektórych budzi kontrowersje, u nas wywołało salwy śmiechu (coś nieporadni ci Janusze), a także stało się polem do dyskusji na temat uczciwości, cwaniactwa i lenistwa. Targ w Dobroszycach to cała plejada różnych osobowości, charakterów i zachowań. Jest gwarno i kolorowo, czyli tak jak na targu być powinno! Zobaczcie sami.



Doprawdy nie przypuszczałam, że książka ta zainteresuje bardziej dwulatka niż siedmiolatka. Mateusz przeczytał, pozachwycał się ilustracjami i...poszedł budować stację polarną z lego. Natomiast Bruno codziennie prosi o czytanie tej książki. Przybiega z "Małym atlasem motyli" pod pachą i krzyczy: "Mama, poczytaj o rusałce pawik!". Więc czytamy. Niekoniecznie wszystko, o czym napisali państwo Pawlak. Wszak, to dwulatek. Oglądamy przepiękne ilustracje, przyglądamy się różnicom w ubarwieniu, opowiadamy co widzimy, a matka stara się przy okazji przemycić odrobinę wiedzy. A tej jest całkiem sporo biorąc pod uwagę ilość tekstu. Bo, czy wiecie który motyl pije wodę z kałuży? Który motyl nie lubi upałów? Który przypomina kolibra? A gąsienice, którego motyla porywane są przez mrówki? Takich ciekawostek jest wiele. A książka jest dowodem na to, że na kategorie wiekowe potencjalnych odbiorców patrzeć trzeba z dużym przymrużeniem oka. Bruno dzięki niej rozpoznaje wszystkie gatunki motyli, a zdecydowaną większość potrafi bezbłędnie nazwać. Dzieci potrafią wspaniale nas zaskoczyć. Natomiast zaskoczeniem nie było dla mnie to, co znalazłam w środku tego elementarza motyli. Państwo Pawlak stanęli na wysokości zadania i stworzyli przepiękny, pełen cudownych prac, zachwycających detali atlas. Te motyle, podobnie jak ubiegłoroczne ptaki ("Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków" klik), to małe arcydzieła. Jestem pełna podziwu dla dokładności z jaką zostały wykonane, i jak wiernie odzwierciedlają pierwowzór. Ogromne brawa!



I na koniec, nasz ostatni HIT! Absolutnie genialna kartonówka, która wywołuje wybuchy śmiechu zarówno dziecka, jak i rodziców. "Krasnoludki. Fakty, mity i głupoty" to kompendium wiedzy o krasnoludkach. Ale nie zwyczajne, nudne i nieciekawie podane informacje. Tutaj wszystko opisane jest na luzie i z ogromną dawką poczucia humoru. Ale tekst jest tylko dopełnieniem ilustracji Macieja Szymanowicza, dzięki którym książka jest pełna koloru i doskonałego humoru, bajkowa, a także często absurdalna. Wielki format tylko potęguje to wrażenie. Trzynaście ogromnych rozkładówek pozwala przyjrzeć się bliżej życiu krasnoludków. Dowiemy się skąd się wzięły krasnoludki, w jaki sposób się przemieszczają, w jaki sposób bawią, jakie rzeczy im zawdzięczamy, poznamy rodzaje krasnoludków i wiele innych ciekawostek związanych ze światem tych małych stworzeń, które jak powszechnie wiadomo, nie istnieją, a w dodatku są niewidzialne. Ale jeśli oczekujecie encyklopedycznych wiadomości, poważnych opracowań i rzetelnej wiedzy, nie sięgajcie po tę pozycję. Albo nie, sięgnijcie! Jednakże liczcie się z tym, że pojawi się ból brzucha, cieknące łzy i głupawka zaraźliwa, bądź krasnoludoza wesołkowata (jedna z najczęstszych chorób krasnoludków, którą zarazić się może człowiek), bo tej książki nie da się czytać na poważnie. Jak zachować powagę kiedy widzisz krasnala toczącego się w gnojowej kulce? Albo podłączonego do kroplówki z sokiem malinowym? Albo krasnala krzyczącego na autora książki, żeby rysował dalej? Nie da się! Ale przynajmniej wyjaśnienie mamy dla ciągłego spóźniania się, znikających rano kluczy i klejących się powiek. To wina krasnoludków porannych! A wszystkie "Mamo! Nudzi mi się!" to nic innego, jak nudofrenia. Wciąż pojawiający się kurz pod kanapą, to wina krasnoludków domowych, które cudem uratowane z odkurzacza, odnoszą kurz na swoje miejsce. Czyli pod kanapę! I we wszystkie kąty! Syzyfowa praca to odkurzanie, drodzy rodzice. Nie warto! Lepiej usiądźcie na tej kanapie, pod którą koty się lęgną i poczytajcie z dziećmi o krasnoludkach. Nieważne, że jest to czysto rozrywkowa pozycja. Jej główną wartością edukacyjną jest kształtowanie dziecięcego poczucia humoru, ironii, absurdu i estetyki. A to jest równie ważne, jak znajomość planet, polskich Noblistów czy rodzajów dinozaurów. O ile nie ważniejsze! Książka ta jest prawdziwym rarytasem dla wszystkich, którzy uwielbiają krasnoludki oraz cenią sobie doskonałą ilustrację i poczucie humoru. My uwielbiamy!


A co Wy sądzicie o kartonówkach? Kochacie bezinteresownie? Czy wolicie inny rodzaj dziecięcej literatury?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)