Jak przygotować dziecko do pójścia do szkoły? Nasze TOP10 sposobów, które pomogły Mateuszowi oswoić temat szkoły

Niesamowite jest to, jak odpowiednimi działaniami możemy pomóc naszym dzieciom przygotować się do nadchodzących w ich życiu zmian. Jak możemy wspierać i kształtować ich postawy oraz uczyć odpowiednich zachowań. Jak, wyposażeni w odpowiednie narzędzia, możemy oswajać dziecięce lęki, rozwiać kryjące się w małych głowach wątpliwości i pomóc przetrwać trudniejsze chwile. A tych w dziecięcym świecie nie brakuje. Szczególnie, jeśli mamy w domu małego wrażliwca, a otoczenie zamiast wspierać, straszy bądź nastawia negatywnie do nadchodzących zmian. Tak niestety było w naszym przypadku.


Jako pięciolatek Mateusz marzył, by pójść do szkoły. Jako sześciolatek reagował płaczem na samo słowo "szkoła". Co takiego wydarzyło się w ciągu jednego roku, że z dziecka chcącego chodzić do szkoły wyrósł chłopiec reagujący histerią, gdy tylko ktoś wspomniał o szkole? Nic specjalnego. Posłuchał jedynie swoich nastoletnich kuzynek narzekających wciąż na szkołę. Posłuchał wujka, który o szkole najlepszego zdania nie ma. Posłuchał tych wszystkich "Zobaczysz jak pójdziesz do szkoły", "W szkole już tak fajnie nie będzie" itp. Posłuchał starszych kolegów, którzy zamiast zostać dłużej na boisku, ślęczeć muszą nad książkami. Wyczuł, jak to wrażliwiec, wszystkie moje obawy związane ze szkołą. I zapragnął edukacji domowej, tracąc ochotę na rozpoczęcie szkolnej przygody. A któż by nie stracił w takiej sytuacji, prawda? Dzięki temu, ostatni rok przedszkola poświęciliśmy na to, by przekonać naszego Starszaka, że szkoła wcale nie jest taka zła. Co takiego zrobiliśmy, że miesiąc temu Mateusz z chęcią rozpoczął szkołę? Co możesz zrobić, żeby Twoje dziecko bez większych obaw stanęło dumnie w szeregu pierwszaków?

1. Bądź, rozmawiaj, wspieraj. I słuchaj. Absolutna podstawa mojego macierzyństwa. Od samego początku dbamy o to, by Mateusz miał pewność, że w każdej chwili może na nas liczyć. Rozmawiamy, tłumaczymy, omawiamy problemowe sytuacje. Ale przede wszystkim słuchamy tego, co Mati ma do powiedzenia (a do powiedzenia ma duuużo). Podczas rozmowy zadaję tylko pytania pomocnicze ("Jak myślisz co możesz zrobić/jak to będzie wyglądać/z czym możesz mieć problem?"). Tak jest zdecydowanie łatwiej (choć na pewno nie szybciej). W większości przypadków sam znajduje sposób na rozwiązanie problemu. A nam pozwala spojrzeć na całą sytuację z punktu widzenia dziecka. I uniknąć prowadzenia monologów oraz narzucania swojego zdania (nad czym intensywnie pracuję). Bo często okazuje się, że to co według nas stanowiłoby problem, dla naszego syna jest...bułką z masłem.

2. Obserwuj. Umiejętność obserwacji dziecka wyniosłam z zajęć w OR, do którego chodziliśmy przez pierwsze 3lata życia naszego Starszaka. Regularnie staram się obserwować Mateusza, jego zachowanie, nastroje i rozwój. Dzięki temu potrafię wyłapać pierwsze niepokojące sygnały pojawiające się w zachowaniu, określić przyczyny zmiany nastrojów czy trudności, nad którymi trzeba popracować. Obserwacja dziecka pomogła podjąć nam decyzję o tym, by nie przeprowadzać testu gotowości szkolnej w PPP, który byłby ogromnym stresem dla naszego dziecka. O postępach Mateusza, mocnych i słabych stronach informowana byłam na bieżąco w przedszkolu. Na moją prośbę, co pół roku (już od 3latków) otrzymywałam także pisemną opinię dotyczącą postępów Mateusza i ewentualnych trudności. Przy czym większą wagę przywiązywałam zawsze do rozwoju emocjonalnego dziecka, niż umiejętności czytania i pisania.

3. Nastaw pozytywnie. Ogromnie ważna sprawa podczas oswajania dziecka ze szkołą. My musieliśmy wykonać podwójną robotę i odczarować temat szkoły ponieważ Mateuszowi jawiło się to miejsce jako otchłań piekielna. W naszym przypadku kluczową rolę odegrał sposób mówienia o szkole. Nigdy nie straszyliśmy szkołą! Staraliśmy się aby nie słyszał rozmów dotyczących naszych obaw. Niestety zaliczyliśmy kilka wpadek, które trzeba było wyjaśniać i omawiać z naszym siedmiolatkiem. Ale absolutnie nie mówiliśmy źle o szkole, nauczycielach, dzieciach z przyszłej klasy, czy kwestiach związanych z organizacją szkoły. Chociaż sam system edukacji pozostawia wiele do życzenia i nie przespałam wielu nocy zanim zapisałam syna do szkoły, to on nie musi o tym wiedzieć, prawda? Podczas naszych rozmów skupialiśmy się głównie na tym, co dobre. Opowiadaliśmy, że będzie miał fajną panią, która wie wszystko i odpowie na każde jego pytanie. Że nauczy się wielu ciekawych rzeczy i pozna nowe dzieci, z którymi będzie mógł się zaprzyjaźnić. Że będzie w klasie ze swoimi przyjaciółmi z przedszkola. Że będzie mógł chodzić na świetlicę tak, jak jego tata kiedyś chodził (marzył o tym).  Że będą jeździć na wycieczki, organizować imprezy, nauczą się nowych ćwiczeń na zajęciach z w-f. I że szkoła to świetna przygoda, którą kiedyś będzie wspominał z tęsknotą. Ale w całym tym ubarwianiu pamiętać należy o jednym...

4. Mów prawdę. Nie przekoloryzuj za bardzo tej szkolnej rzeczywistości. Kłamstwo prędzej czy później wyjdzie na jaw, a wtedy łatwo stracić zaufanie dziecka. I bardzo trudno je odbudować. Dlatego też nie okłamywaliśmy Mateusza mówiąc, że w szkole będzie tak jak w przedszkolu i zabawom nie będzie końca. Od początku wiedział, że ze szkołą wiążą się nowe obowiązki, ale także nowe przywileje. Świetną sprawą okazało się także opowiadanie Matiemu o tym, jak to było kiedy my chodziliśmy do szkoły, co najbardziej lubiliśmy i jak wspominamy szkołę. Dzięki temu wiedział, że jego mama nie mogła doczekać się pójścia do szkoły, ale wystąpień publicznych bała się bardziej niż on.

5. Pokaż szkołę. Przełomowym momentem były u nas dni otwarte, które zorganizowała szkoła. Dzieci mogły zobaczyć, jak wygląda szkoła w środku. Mateusz dowiedział się, gdzie znajduje się jego przyszła klasa, jak wyglądają łazienki, gdzie jest sala gimnastyczna i stołówka. Rodzice mogli porozmawiać z nauczycielami, a dzieciaki pobawić się tablicami interaktywnymi. I dzięki tym tablicom nasz syn przekonał się, że szkoła może być fajna.;)

6. Czytaj. O szkole, oczywiście! Jestem ogromną entuzjastką "oczytywania" przełomowych wydarzeń w życiu dziecka. Odpowiednie książki towarzyszyły nam, gdy Mateusz szedł do przedszkola, przed licznymi hospitalizacjami, przed narodzinami brata, więc i tym razem nie mogło być inaczej. W tych przełomowych momentach bardzo pomagało czytanie o tym, że nie tylko u nas dzieją się takie zmiany. Mateusz dzięki odpowiedniej lekturze oswajał się z tematem, a my mieliśmy dobry pretekst, by bez podejrzeń, rozpocząć rozmowę. Wydawnictwa oferują sporo pozycji dla dzieci rozpoczynających naukę w szkole. Naprawdę, jest w czym wybierać. Przed wakacjami w biblioteczce Mateusza przybyło kilka książek o tematyce szkolnej. Niebawem pokażemy te, które najbardziej przypadły do gustu naszemu siedmiolatkowi.

7. Zaangażuj. Od początku chciałam, by Mateusz uczestniczył w wyborze wyprawki szkolnej. Wierzę, że dzięki temu oswajanie ze szkołą przebiegło łatwiej i budziło pozytywne emocje, jeszcze zanim rozpoczął się rok szkolny. Dlatego też Mateusz sam wybierał plecak i piórnik, sam kupił ołówki do szkoły, etui na legitymację, pomagał przy zagospodarowaniu kącika do nauki. Wszystkie te działania dały mu sygnał, że rok szkolny zbliża się wielkimi krokami, i były miłym akcentem kończącym wakacje.

8. Ucz samodzielności. Dawno temu obrałam sobie za punkt honoru, by utrzeć nosa niekompetentnej lekarce, która po zobaczeniu karty choroby naszego syna, postanowiła pobawić się w czarnowidztwo i dobić chorych z rozpaczy rodziców. Postanowiłam wtedy, że zrobię wszystko by Mateusz był jak najbardziej samodzielny. Dlatego pozwalałam dwulatkowi samodzielnie wspinać się na drabinki, trzylatkowi dawałam nóż, by pokroił warzywa, czterolatkowi nie zabraniałam wisieć głową w dół na trzepaku, pięciolatka wysyłałam samego do sklepu, by jako sześcio- i siedmiolatek był jak najbardziej pewny tego, że sobie poradzi w każdej sytuacji. Bo samodzielne dziecko to spokojniejszy i pewniejszy siebie uczeń. I rodzic. Jako świeża mama ucznia jestem spokojniejsza gdy wiem, że Mateusz sam potrafi o siebie zadbać i nie potrzebuje pomocy przy czynnościach higienicznych, czy samoobsługowych. A w razie czego będzie potrafił sam poprosić o pomoc.

9. Nie słuchaj innych. Och, ileż ja się nasłuchałam od innych mam opowieści o szkole. Książkę mogłabym napisać. W dodatku w pewnym momencie doszło do tego, że każdego napotkanego rodzica przepytywałam, jak na przesłuchaniu. A później nie wiedziałam co mam z tą wiedzą zrobić, bo każdy mówił coś innego. W efekcie wrzesień jawił się jako koniec wolności, początek harówy a mnie płakać się chciało na samą myśl o zmarnowanych nad książkami popołudniach. Zwariować można. Przestałam pytać. Zaufałam Mateuszowi i jego pani z przedszkola, która uparcie powtarzała, że syn sobie poradzi znakomicie. Minął miesiąc i jeszcze nie zmarnowaliśmy żadnego popołudnia na ślęczeniu nad książkami. Praca domowa zajmuje Matiemu maksymalnie 10-15min, szkołę polubił i tylko pracować musimy nad porannym wstawaniem i...gadulstwem syna. Jest lepiej niż się spodziewaliśmy. Jedyna rada, jaką mogę dać to...nie słuchajcie innych. Odetnijcie się od opowieści innych mam. Nie słuchajcie mamy Kacpra, która opowiada ile to godzin nad książkami jej syn w domu siedzi. Nie słuchajcie mamy Zosi, która twierdzi, że szkoła ma niski poziom, bo jej córka to nic zadane nigdy nie ma. Ani mamy Tomka, którego siłą zwlec z łóżka trzeba żeby zdążył na 8. Znacie swoje dziecko, wiecie jakie ma mocne i słabe strony. Uwierzcie w to, że dokonacie wyboru najlepszego dla Was.

10. Wyluzuj. Także, wyluzuj droga mamo. Warto odpuścić, nie zamartwiać się na zapas, obserwować swoje dziecko i wspierać je. Nie zakładajcie z góry, że szkoła stłamsi dziecko, zabije ciekawość świata i uwsteczni na wszystkich płaszczyznach wychowawczych (tak, dokładnie tak myślałam). Może się okazać, że pani będzie najwspanialszą nauczycielką na świecie, a Wasze dziecko z łatwością wejdzie w szkolną rutynę.  Wyluzujcie i...trzymajcie rękę na pulsie! Powodzenia :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)