Time to school

Stało się! 3 września po raz pierwszy przekroczył próg szkoły jako uczeń. Debiutant. Pierwszoklasista. Gotowy, chociaż nie pozbawiony obaw, do rozpoczęcia szkolnej przygody. Z trzyletniego chłopca, który marzył, by stać się przedszkolakiem i bez żadnych zahamowań, pewnym krokiem wkroczył w grupę rozkrzyczanych maluszków (klik), stał się uczniem, siedmioletnim chłopcem świadomie rozpoczynającym kolejny etap edukacji. Dumna jestem z niego, niesamowicie! Tylko my wiemy, jaki ogrom pracy wykonał, by przezwyciężyć swoje szkolne lęki zasiane nieumyślnie przez innych (o tym w następnym wpisie). Za nami nieprzespane noce, godziny rozmów i miesiące pracy nad tym, by szkoła przestała być budzącym przerażenie potworem. Udało się! Mamy w domu dumnego pierwszaka, który po pierwszych dniach w szkole stwierdził, że "jest fajnie, tylko szkoda, że tak mało prac domowych jest zadawanych". Chyba całkiem nieźle rokuje to na przyszłość? A ja, mam jedynie nadzieję, że system go nie zje. Że nadal będzie umiał swoją wyobraźnią kolorować świat, a ciekawości nie zamieni na znudzenie. Że wciąż będzie miewał zdarte kolana, brudne ręce i czas na budowanie szałasów. Pozostań sobą, synku! I podążaj dumnie tą szkolną ścieżką!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)