niedziela, 23 października 2016

Do kwadratu

W kwadratach zamknięte nasze oczekiwanie. Pierwsze ubranka. Pogawędki z brzuchem. Książki, które mały lokator uparcie z niego skopuje. No, nie lubi, gdy jego pupa za stojak pod książki robi. Kadry naszej codzienności. Zapragnęłam mieć je także tutaj. Nieostre. Nieidealne. Zwyczajne. Do kwadratu.


Wczoraj przywitaliśmy 39tc. Plan wykonany. Wcześniactwo nam nie grozi. Uff. A sądząc po wymiarach dyni*, którą dźwigam przed sobą, chłopiec okruszkiem nie będzie. Metr! Co do centymetra. Synu, może już zacznij przygotowywać się do wyjścia, co?

Tymczasem negocjuję. Coraz zimniej się robi. Nie czekaj maluchu na pierwsze śniegi. Najlepiej by było, gdybyś w ciągu 3-4dni pojawił się na tym świecie. Może wtorek? Dwóch synów z 25go. Ojciec, na pewno zapamięta. Miej to na uwadze. Środa? Czwartek? Też może być. Byle nie piątek. Byle nie weekend. Pani Basi wtedy nie ma. A miło mieć przyjazną duszę podczas jednego z najważniejszych dni w życiu. Tylko wiesz, nie możesz rodzić się w nocy. Nie możesz w żółwim tempie witać tego świata. Kilka godzin maksymalnie. Między 7-15? Brat twój opiekę przedszkolną ma zapewnioną. Jedno zmartwienie mniej. Wyrobisz się?


Tymczasem od tygodnia z kąta pokoju zerka na nas walizka. Spakowana! Uparcie przypomina, że już za chwilkę nasze życie wywróci się do góry nogami. Wszystko przygotowane czeka już na małego chłopca. Tylko łóżeczko jeszcze funkcjonuje jako składowisko rzeczy do prasowania. Górka rośnie. Udajemy, że jej nie ma. Mam wrażenie, że pralka chodzi 24/24. Końca nie widać.

Mojej zgagi, także. Litości nie ma. Jagodzianki, pączki i Monte królują w moim jadłospisie. Ja wiem, że to nie jest najzdrowszy wybór przekąsek. Ale, co z tego? On tego nie wie, no! Negocjacje nic nie dają. Chyba wie, że po drugiej stronie brzucha smaku słodyczy szybko nie pozna. A mięsem nadal gardzi. Wegetarianin, czy co?


Gramy, klocki układamy, rysujemy i bratu fundujemy nowe elewacje jego M1. Codziennie inna. Czytamy. Kilka nowości czeka na półce. Moich. Jego. Naszych. Część z tych dziecięcych podarowałam w prezencie...sobie. Piękne są! Ile zdążymy przeczytać zanim zamieszka z nami mały chłopiec?

Tymczasem dziwny spokój mnie ogarnął. Stan zen chyba osiągnęłam. Albo z tego niewyspania już mi wszystko jedno. Bo bezsenność nadal mnie męczy. Syndrom wicia gniazda, także. Ciągle coś przestawiam. Sprzątam, jak przed wizytacją teściowej. Kurze wyganiam z każdego kąta. Punkty do listy to do ciągle dopisuję. Jestem pewna, że nawet połowy z nich nie zrealizuję. Dobrze, że kapcie zdążyłam kupić, bo boso po porodówce bym biegała.

Odbieram pierwsze telefony. Rodzisz? Hahaha! Doprawdy, cierpliwość nie jest mocną stroną w naszej rodzinie. Czekamy, więc. Ktg pokazuje piękne skurcze, których prawie nie czuję. Jutro wizyta u lekarza. Ostatnia? Ile tych ciążowych kadrów zdążę jeszcze zapisać? Codziennych. Zwyczajnych. Do kwadratu.


Nasze kwadratowe kadry możecie na bieżąco podglądać na Instagramie KLIK

*KLIK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)