niedziela, 17 lipca 2016

Strach


Od pięciu lat powraca jak cholerny bumerang. Uderza ze zdwojoną siłą wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Niszczy nasz spokój i poczucie bezpieczeństwa. Przypomina, że w każdej chwili nasze życie może zmienić się o 180st. I ta zmiana nie oznacza nic dobrego. Co jakiś czas przypomina o sobie. Zabiera uśmiech, radość i dziecięcy optymizm, za które tak bardzo kochamy. Uświadamia, że każdego dnia możemy cofnąć się do wydarzeń sprzed 5lat. Przeżyć deja vu, którego tak bardzo się obawiamy. Strach. Paniczny strach o zdrowie i życie naszego dziecka. O to, o co walczyliśmy z całych sił. O nasze największe szczęście. W jednej chwili może prysnąć jak bańka mydlana. A my nie mamy na to żadnego wpływu. Jesteśmy bezradni. Wiem, że w tym całym nieszczęściu mamy ogromne szczęście. Bo nasze dziecko rozwija się prawidłowo. Bo od 5lat zastawka działa jak należy. Bo szpital to jedynie kontrolne tomografie, rezonansy i wizyty w poradni. Wiem, że zawdzięczamy jej życie i zdrowie naszego syna. Ale paraliżuje mnie strach o to, że któregoś dnia przestanie działać jak należy, że jeszcze raz będziemy musieli przechodzić przez koszmar operacji. Że coś może pójść nie tak i zmienić jego życie nieodwracalnie. Żyjemy normalnie, pochłonięci codziennymi sprawami. Jak większość rodzin na świecie. Naprawdę, często udaje nam się zapominać o tym, co było. Ale nigdy o czyhającym niebezpieczeństwie. Z tyłu głowy już do końca życia będzie tkwiło to uczucie podszyte strachem. Wystarczy ból głowy, za wysoka gorączka, mdłości czy wymioty niewiadomego pochodzenia, a my stoimy na baczność gotowi do działania. I przerażeni. Z błaganiem wypisanym na twarzy. Niech, ta przeklęta zastawka działa jak należy. Niech nasze dziecko nie przechodzi całej drogi od początku. Tylko jedno życzenie, niech nasz syn będzie zdrowy. Niech jego szczęśliwa gwiazda nie gaśnie. Proszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)