wtorek, 7 czerwca 2016

Zeszyty kreatywne #1

Doczekałam się. Od jakiegoś czasu Mateusz chętnie sięga po różne zeszyty kreatywne. Stosik nietkniętych bloków, książeczek do wypełniania i wyklejanek sukcesywnie maleje. Wprost proporcjonalnie do zapełnianych przez naszego pięciolatka stron. Rysuje, koloruje, wykleja, rozwiązuje zadania. Nie wszystkie moje propozycje spotykają się z jego entuzjazmem. Ba, powiedziałabym nawet, że jest ich stosunkowo niewiele. Czasami nie przypadają mu do gustu ilustracje, czasami rodzaj proponowanych zadań. Ale nie spotykam się już z kategorycznym NIE na starcie. Ufff. Te książeczki, które polubił i z chęcią wypełnia, co jakiś czas będę pokawała na blogu (kilka już pokazałam TU, TU, TU i TU). No to zaczynamy!


W niejednym mieście na świecie uliczki układają się w trudne do przejścia labirynty. Można kluczyć, szukać, zerkać na mapę, a i tak ciężko dotrzeć do celu. Ale takiego miasta jeszcze nie widziałam. Miasto Labiryntów to prawdziwa gratka nie tylko dla turystów, ale także dla jego mieszkańców. Dlaczego? Otóż w najbardziej nieoczekiwanych momentach pojawią się w nim labirynty. I strasznie komplikują życie. Pan Olek nie może zatankować auta, pani Julia nie może wysłać ważnego dokumentu, pani Lola nie może dotrzeć do hotelu, a mieszkańcy mają problem nawet z tym, by przejść przez pasy na drugą stronę ulicy. A wszystko przez labirynty, które utrudniają życie mieszkańcom miasteczka. 


Na kilkudziesięciu stonach znajdziemy masę labiryntów o różnych poziomach trudności. Ale nie są to zadania, których jedynym celem jest dotarcie z punku A do B. Przypuszczam, że gdyby tak było Mateusz nawet nie zernkąłby na tę książkę. Tutaj do każdego labiryntu dopisana jest krótka historia, która pozwala nam poznać mieszkańców, a także pomóc im dotrzeć na miejsce. A to wcale nie jest takie proste. Mieszkańcy tego miasteczka mają naprawdę poplątane życie. Co krok pojawiają się nowe labirynty - w drodze do fryzjera, podczas tankowania auta, kąpania żyrafy, czy przejścia przez jezdnię. A Mati chętnie służy pomocą. Zwłaszcza, gdy o pomoc prosi sam burmistrz, czy policjant.


Żaby i pszczoły to moje ulubione książki z serii Opowiem ci mamo. Tak moje, bo syn nieprzerwanie ubóstwia auta. Co jakiś czas do naszej kolekcji książek dołączają tematyczne bloki rysunkowe. Tym razem padło na Miodowy blok rysunkowy. Chyba najlepszy ze wszystkich. Może dlatego, że trafił w ręce małego miłośnika miodu i pierniczków? A co znajdziemy w środku? Zadania podobne tematycznie do tych, które znamy z poprzednich bloków. Mamy więc kolorowanki, uzupełnianki, zabawy paluszkowe (hit!), szlaczki, zabawy w wyszukiwanie różnic, łączenie punktów a także medal pszczelarza, który dziecko może otrzymać po wykonaniu wszystkich zadań.


Zadania są ciekawe i bardzo różnorodne. Mateusz przepadł nad tworzeniem paluszkowych pszczół i kwiatów, nad ozdabianiem pierniczków, a także nad słoikami, które z pasją uzupełniał ulubionymi przetworami. W jednym znalazła się nawet tabliczka czekolady! Poza tym możemy wykonać galerię królowych matek, stworzyć łąkę dla pszczół bądź miodową mozaikę. Co więcej, na każdej stronie miodowego bloku znajdziemy masę ciekawostek przyrodniczych dotyczących nie tylko pszczół. Blok możemy potraktować jako uzupełnienie, swoisty zeszyt ćwiczeń do ksiązki Opowiem ci mamo, skąd się bierze miód. Katarzyna Bajerowicz zadbała zarówno o stronę merytoryczną, jak i wizualną. Z przyjemnością siadamy do rozwiązywania zadań w nim zawartych.


"Miasto Labiryntów" 
Tekst i ilustracje: Jarosław Adam Kalinowski
 
"Miodowy blok rysunkowy"
Tekst i ilustracje: Katarzyna Bajerowicz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)