Pan grudzień

Przebiegł przez nasze życie niemalże sprintem. Całe szczęście na mecie zdążył wyhamować. Dzięki temu nasze święta były cudowne. Spokojne, rodzinne, leniwe aż do bólu. Do tej pory z tego lenistwa otrzepać się nie możemy. To dlatego Mateusz zamiast w przedszkolu uczyć się wierszyków na dzień babci i dziadka, razem z matką oko leniwie otwiera o dziewiątej, by do południa w piżamie po domu biegać wyśpiewując kolędy. Jeszcze kilka dni mamy dla siebie. Kilka wspólnych poranków, kilka książek do przeczytania, gier do rozegrania i...ŚNIEG! Od wczoraj pada i pada, a Mateusz po przebudzeniu nos przykleja do szyby i podziwia biały świat za oknem.
 

A grudzień? Minął pozostawiając kilka dodatkowych kilogramów oraz setki zdjęć, na których zapisane są nasze chwile. Łódź i wizyta u ukochanego wujka, spotkanie z Witkiem, spacer Piotrkowską, Toruń i odwiedziny u chrzestnego, świąteczny nastrój, w który wprawił nas Kacper i Emma, pieczenie pierniczków, dekorowanie domu, ubieranie choinki, odwiedziny u dziadków, leniwe poranki, Express Polarny i dzowneczek, który następnego dnia znalazł Mateusz, kolędy śpiewane od rana do wieczora, rodzinne śniadania i tata, który cały świąteczny czas miał wolne od pracy. A ja dziwię się kiedy te wszystkie chwile uchwyciłam? Nieidealne kadry naszego idealnego grudnia. A przecież prawie w ogóle zdjęć nie robiłam...

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)