czwartek, 7 stycznia 2016

Pan grudzień

Przebiegł przez nasze życie niemalże sprintem. Całe szczęście na mecie zdążył wyhamować. Dzięki temu nasze święta były cudowne. Spokojne, rodzinne, leniwe aż do bólu. Do tej pory z tego lenistwa otrzepać się nie możemy. To dlatego Mateusz zamiast w przedszkolu uczyć się wierszyków na dzień babci i dziadka, razem z matką oko leniwie otwiera o dziewiątej, by do południa w piżamie po domu biegać wyśpiewując kolędy. Jeszcze kilka dni mamy dla siebie. Kilka wspólnych poranków, kilka książek do przeczytania, gier do rozegrania i...ŚNIEG! Od wczoraj pada i pada, a Mateusz po przebudzeniu nos przykleja do szyby i podziwia biały świat za oknem.
 

A grudzień? Minął pozostawiając kilka dodatkowych kilogramów oraz setki zdjęć, na których zapisane są nasze chwile. Łódź i wizyta u ukochanego wujka, spotkanie z Witkiem, spacer Piotrkowską, Toruń i odwiedziny u chrzestnego, świąteczny nastrój, w który wprawił nas Kacper i Emma, pieczenie pierniczków, dekorowanie domu, ubieranie choinki, odwiedziny u dziadków, leniwe poranki, Express Polarny i dzowneczek, który następnego dnia znalazł Mateusz, kolędy śpiewane od rana do wieczora, rodzinne śniadania i tata, który cały świąteczny czas miał wolne od pracy. A ja dziwię się kiedy te wszystkie chwile uchwyciłam? Nieidealne kadry naszego idealnego grudnia. A przecież prawie w ogóle zdjęć nie robiłam...

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)