poniedziałek, 14 grudnia 2015

Wiwat Skrzaty!

Wierzy! Wciąż wierzy w skrzaty, wróżki, elfy i Świętego Mikołaja. Wierzy, że istnieją chociaż co roku, przy otwieraniu pierwszego prezentu z kalendarza adwentowego, pada to samo pytanie - Mamo, jak taki mały skrzat dał radę przynieść taką dużą książkę? Powoli staje się to tradycją. Podobnie jak to, że odpowiedzi szukamy w książce. Tej jednej, jedynej! Tej, dzięki której skrzacich tajemnic poznać można bez liku.


Od dwóch lat na przełomie listopada i grudnia sięgam po książkę "Skrzaty". Taka pora roku. Na lampki w oknie, ciepły koc, aromatyczne kakao i dobrą książkę. A ta jest wyśmienita. Smakuje jak najlepsze grudniowe pierniczki. Dawkujemy ją sobie powoli, ciesząc oczy wspaniałymi ilustracjami, zagłębiając się w życie tych małych, bo zaledwie piętnastocentymetrowych stworzeń. Poznajemy historię, zwyczaje, budowę anatomiczną, a także rodzaje skrzatów. Dowiadujemy się gdzie żyją, jak się ubierają, w jaki sposób radzą sobie z różnymi dolegliwościami, dlaczego ważnym elementem ich stroju jest spiczasta czapka. W książce są także rozdziały dotyczące budowy domu, ślubu, dzieci, języka jakim się porozumiewają, zajęć jakimi się zajmują, a także innych stworzeń, które często są mylone ze skrzatami. Ostatnią część ksiażki stanowią skrzacie legendy, czyli opowieści z morałem, często z pogranicza świata skrzatów i ludzi.


Ponad 200 stron ciekawostek, opowieści i przepięnych ilustracji sprawia, że co wieczór przenosimy się do leśnego świata małych stworzeń. Rien Poortvliet zilustrował "Skrzaty" z niemal fotograficzną dokładnością. Ilustracje są barwne, precyzjne, ale jednocześnie baśniowe. Często zajmują całe rozkładówki. Do tego twarda oprawa, szyte strony oraz wielki format. Przepiękna pozycja, która plasuje się gdzieś na pograniczu encyklopedii, książki popularnonaukowej, baśni oraz albumu. Dla kogo? Na pewno nie dla maluszków. Raz, że język bardziej naukowy, masa wyrazów, których młodsze dzieci nie rozumieją. Dwa - w książce nie brakuje drastycznych scen, czy skrzaciej golizny. Z Mateuszem czytamy wybrane rozdziały, przeglądamy ilustracje, czytamy legendy i ciekawostki. I to dopiero w tym roku. Na pewno dla starszych przedszkolaków i dzieci 6+. Na pewno dla dorosłych. Ta książka to uczta, zwłaszcza dla tych dorosłych, którzy wciąż pamiętają, jak to było, gdy byli dziećmi.


 
Książka jest efektem dwudziestoletnich badań autora, który potraktował istnienie skrzatów jako oczywistą oczywistość. Nie podlega to dyskusji - skrzaty były, są i będą. Po lekturze tej książki zaczynam wierzyć w słowa Axel`a Munthe:

"Ku mojemu zdumieniu doszły mnie słuchy, że podobno są ludzie, którzy nigdy nie widzieli skrzata, Jestem przekonany, że mają po prostu słaby wzrok."

Wspaniała, bardzo szczegółowa opowieść o życiu skrzatów. Napisana jest w taki sposób, że nietrudno uwierzyć we wszystko, o czym czytamy. Podarujcie tę książkę małym niedowiarkom, którzy istnienie skrzatów i Świętego Mikołaja poddają w wątpliwość. Jestem przekonana, że na nowo zaczną wierzyć.


Ps. Czy jest ktoś kto pamięta dobranockę "Wiwat Skrzaty"? Będąc szcześcioletnią dziewczynką uwielbiałam tę bajkę. Wiecie, że powstała na podstawie książki Wila Hyugena? Taka ciekawostka ;)


"Skrzaty"
Tekst: Wil Huygen
Ilustracje: Rien Poortvliet
Wydawnictwo Bona

Tekst powstał w ramach projektu blogowego Przygody z książką.

https://dzikajablon.wordpress.com/category/przygody-z-ksiazka/



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)