środa, 16 września 2015

Czechy z dzieckiem - W krainie zdrojów i czeskiego piwa

Pierwszym przystankiem w naszej podróży przez Czechy była Czeska Szwajcaria, która zauroczyła nas swoją bajkową atmosferą (KLIK). Z magicznej krainy, gdzie przyroda zachwyca swoim pięknem, przenieśliśmy się w region, który słynie z uzdrowisk, leczniczych źródeł i czeskiego piwa.


Karlovy Vary
Miejscowość zachwyca już samym położeniem. Próżno szukać rynku i odchodzących od niego urokliwych uliczek. Zamiast nich mamy długie, nadrzeczne promenady, położone w wąskiej dolinie rzeki Tepli, a dookoła strome stoki porośnięte lasami.


Karlovy Vary to przepiękne kolumnady z leczniczymi źródłami, w których Mateusz napełniał swoją becherkę, by ze smakiem wypijać litry paskudnej wody. Tak, nie jesteśmy miłośnikami wody, która smakuje jak połączenie żelaza ze zjełczałym jajem. W przeciwieństwie do naszego syna, któremu woda ze źródełek smakowała bardziej niż niegazowany zwyklak. Kolumnada młyńska okazała się także świetnym miejscem do wspinaczki (czyżby pozostałość po górskich wędrówkach?) oraz ganiania gołębi przez humorzastego czterolatka. Wszystko to z hymnem polski na ustach (w ten sposób Mateusz nieskrępowanie informował wszystkich skąd pochodzi) oraz w towarzystwie wiernego kompana Miśka Zdziśka i wielofunkcyjnej skarpety, której przeznaczenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. W zależności od pomysłowości syna. A ta, jak wiadomo, nie ma granic.


Podczas pobytu w Karlovych Varach trzeba koniecznie skosztować karlovarskich opłatków. Ilość dostępnych smaków przytłacza tak, że wybór staje się zadaniem przerastającym matkę próbującą okiełznać demolującego sklep czterolatka. Po trudnym wyborze padło na białą czekoladę z pomarańczą. Pycha! Chociaż niektórzy twierdzą, że to cytryna była. Nieważne co. Ważne, że smakowało i na chwilę ucichł hymn polski, od którego zaczynała boleć nas głowa. Karlovy Vary to także piękne kamienice, na które udało nam się rzucić okiem, gdy Mateusz zajął się zjadaniem opłatków i łapaniem gołębi. To także prześliczna dziewczynka w czerwonym płaszczyku, z którą Mateusz chlapał wodą w Parkowej Kolumnadzie. Furorę zrobił także gejzer, czyli gorące źródło Vridlo. Największe i najsłynniejsze źródło Karlovych Varów, przy którym Mateusz zaniemówił z wrażenia (albo z gorąca).


Mariánské Lázně
W miejscowości tej spędziliśmy jedynie kilka godzin. Nie odwiedziliśmy parku miniatur, nie widzieliśmy wszystkich kościołów, o których pisano w przewodnikach i nie wypiliśmy wody z żadnego źródełka. Za to spędziliśmy czas spacerując po przepięknym parku, odpoczywając w cieniu parkowych drzew, podziwiając kwiatowe dywany i Główną Kolumnadę, jedząc pyszne lody i biorąc udział w pokazie Śpiewającej Fontanny. I nawet udało nam się znaleźć sklepik z przepysznymi belgijskimi pralinami.



Pilsen
Atmosfera tego miasta przypominała nieco nasz ukochany Toruń z lat studenckich. Czasu na zwiedzanie mieliśmy mało, więc ograniczyliśmy się jedynie do rynku i okolicznych uliczek. Znaleźlimy cudowną aleję różaną, park z rozrzuconymi maskami teatralnymi, wystawę obrazów oraz muzeum lalek, o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Pilsen słynie przede wszystkim z browaru Prazdroj, w którym warzy się najsłynniejsze czeskie piwo - Pilsner Urquell. Przejażdżka autobusem, wizyta na hali produkcyjnej, stare wagony kolejowe, mikroskopy i podziemne tunele sprawiły, że Mateusz z radością zwiedzał browar. Zwiedzanie starej części podobało się nie tylko najmłodszym. Wycieczka kończyła się bowiem degustacją niepasteryzowanego piwa prosto z beczki. Trzeba przyznać, że smakowało wyjątkowo.


Już niedługo fotorelacja z kolejego pięknego zakątka Czech. Tym razem zaprosimy Was do Pragi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)