czwartek, 3 września 2015

Czechy z dzieckiem - Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Marzyliśmy o wakacjach wszyscy troje. W planach - zwiedzanie Czech i góry, o których matka śniła po nocach. 2000km, 4 przystanki, na pokładzie jeden kierowca, czterolatek i matka z chorobą lokomocyjną (i w jedną stronę ciocia Kasia, która dzielnie wysłuchiwała Mateuszowych mądrości). Wypchany bagażnik, milion książek, kreatywnych zeszytów i audiobooków, by dziecko zajęcie miało i nie biadoliło jak zdarta płyta daleko jeszcze?. Muszę przyznać, że czasami było hmmm...ciekawie!


Pierwszy przystanek - Park Narodowy Czeska Szwajcaria. Magiczna kraina leżąca na północy Czech, w której zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Głębokie parowy i wąwozy tworzą niesamowitą atmosferę, której urokowi nie zdołaliśmy się oprzeć. Lejący z nieba deszcz tylko spotęgował wrażenie nierzeczywistej krainy. Momentami czuliśmy się, jak w bajce.

Czeska Szwajcaria to malownicze krajobrazy, strome zbocza, tunele i drewniane domki w maleńkich wioskach. To Belweder - najstarsza panorama Czeskiej Szwajcarii, taras widokowy zawieszony 180m nad Łabą, przy miejscowości Labská Stráň. 11km pieszej wędrówki, przepiękne wąwozy, pierwszy zachwyt Mateusza górami i najdłuższa ścieżka rowerowa, jaką w życiu widziałam. 


Tuż przy granicy niemieckiej leży najniżej położona czeska miejscowość - Hřensko. To stąd prowadzi szlak do największego naturalnego mostu w Europie - Pravčickiej brány, będącej jednocześnie symbolem Czeskiej Szwajcarii. Wielkie WOW! nie schodziło z naszych ust przez całe 15km wędrówki. Mateusz był zachwycony! Wszak, atrakcji na szlaku nie brakowało. Zbieranie kamieni, wspinanie się po skałkach, szukanie oznakowań szlaków i jaskiń, urozmaicały drogę. A kilogramy zjadanej czekolady były najlepszym motywatorem do dalszej wędrówki. Mimo deszczu, jaki towarzyszył nam od 2go km, było warto! Na końcu czekała nas bowiem przeprawa kanionem rzeki Kamenice, łódki i sztuczny wodospad uruchamiany przez flisaka. Bajka!


Co niektórzy pukali się w czoło, widząc plan wędrówki, jaki matka sporządziła. 11-15km z dzieckiem? Zbuntowanym czterolatkiem? I to po kładkach wiszących na skałach? No way! A matka uparła się i plan zrealizowała. Popełniając tylko jeden błąd - planując część trasy przebiegającej poboczem drogi. Nigdy nie róbcie tego błędu, jeśli chcecie wędrować z czterolatkiem! To właśnie wtedy zjedliśmy najwięcej czekolady.

Wszelkie obawy o to, czy damy radę przejść tyle kilometrów z czterolatkiem u boku, okazały się bezsadne. Mateusz dzielnie wędrował, zbierał kamienie (tak, mamy w domu całą kolekcję czeskich kamieni) i patyki, wyśpiewaliśmy razem cały przedszkolny repertuar, znaleźliśmy setki oznakowanych kolorowymi paskami drzew oraz zjedliśmy kilogramy czekolady i bananów.

Wystarczyło nam kilka dni, by zakochać się w tym regionie Czech. I nawet nieustająca ulewa oraz mgła przysłaniająca szczyty gór, nie przeszkodziły nam w odkrywaniu piękna Czeskiej Szwajcarii. Malownicze, krajobrazy, górskie potoki, kładki zawieszone na skalnych ścianach, drewniane domki przyklejone do skał i my, w samym sercu gór, gdzie zbliżającą się jesień czuć było w powietrzu, a potęgę przyrody widać na każdym kroku. Tak, góry to był dobry pomysł!


I na koniec małe podziękowania za przedwyjazdową pomoc: Asi za namiary na ciekawe miejsca we Wrocławiu, Karoli za polecenie audiobooków z Karlssonem w roli głównej, Monice za radę, by w czekoladę się zaopatrzyć, Justynie za Scrabble, których zapomnieliśmy z domu zabrać. I jeszcze cioci Kasi za zabawianie Matiego w drodze do Wro. Dzięki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)