piątek, 10 lipca 2015

O marzeniach, babci miastowej i zdolnym tatusiu - czyli słowotwórstwo Mateusza

Codziennie odpowiadamy na setki dziwnych pytań. Słuchamy monologów, jakie prowadzi sam ze sobą. Słuchamy niestworzonych opowiadań i historii prawdziwych, które lepiej by było, gdyby były wytworem wyobraźni. Słuchamy zwierzeń, próśb i marzeń naszego syna. Rozmawiamy. Dużo! Nadrabiam za całe życie chyba. Bo ja mało rozmowne stworzenie jestem. Staramy się nie słyszeć pisku, krzyku i słów, które padać z tej małej paszczy nie powinny. Czasami udaje nam się posiedzieć chwilę w ciszy (Tak! 15sek też się liczy). Za rzadko, bo ten mały, blond cherubinek gada non-stop (przez sen także). A matka stara się spisać co może, zanim te wszystkie mądrości czterolatka ulecą z mej pamięci.
 

Dobrze, że nie więcej.
- Mamo, co ma dzidziuś zamiast pępka?
- Pępowinę.
- Wiem. A jaka ona jest długa?
- Nie wiem dokładnie.
- Hmm, pewnie jakieś 6 kilometrów.
Niezłomnie wierzy w ich istnienie.
- Mateusz, spójrz! Co w tej dziurze siedzi?
- Pożyczalscy?!
Marzenia czterolatka.
- O czym marzysz, synku?
- O tym żebym był zdrowy i szczęśliwy. I o przyjemności.
- O jakiej przyjemności?
- Waszej.
Czego pragną kobiety.
- Mati, jutro Nela do nas przyjdzie, wiesz?
- Tak. I kupimy wszystko czego zapragnie.
Przyszły kucharz?
- Mamusiu kiedy będę dorosły?
- Szybciej niż myślisz, synku. Ale myślę, że fajnie jest być dzieckiem.
- Nie!
- Nie jest fajnie? Dlaczego?
- Bo nie mogę gotować.
Dzień, czy dwa...
- Mateusz wystarczy tego szaleństwa, jak na jeden dzień.
- A na dwa dzienie wystarczy?
Za mało osób do kochania.
- Mati dlaczego chcesz mieć siostrę?
- Żebym mógł ją kochać.
Matka niezwyciężona.
- Mati tu nie ma potworów.
- Wszystkie zabiłaś? - bardziej stwierdził, niż zapytał.
Spostrzegawczy.
- Mamo, dlaczego jesteś smutna?
- Nie jestem, synku.
- Jesteś, bo ma masz takie zcierpione oczka.
Fajnie, fajnie.
- Mamo, gdzie jest tata?
- Poszedł do pracy.
- O nie! A tak fajnie się z nim żyło.
Rodzina.
- Czasem jest fajnie, a czasem nie. Jak to w rodzinie.
Zdolny tata.
- Mamusiu, a wiesz, że tata umie liczyć aż do 10?!
Pod wrażeniem.
- Mamo, z wrażenia aż mi gil leci!
No to klops.
- Mamo od kupy rosną mi włosy!
- Yyyy???
- No normalnie. Od jej wyciskania.
Głodomorek.
- Mamo, fajnie było w szpitalu wiesz?
- Tak? A co takiego fajnego tam było?
- Stołówka!
Taki komplement. Zgadnijcie, czy kupiłam tę kieckę?
- Wyglądasz jak modna babcia miastowa.
Niecne syna zamiary.
- Mamo, zgnij!
Krzyczy syn i biegnie przez mieszkanie. 
Po czym z anielskim uśmiechem wręcza kartkę papieru do zgięcia.
 
Koniec!

 

8 komentarzy:

  1. Ostatnie mnie rozwaliło i aż wyplułam sok :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Joanna Kucharska14 lipca 2015 10:44

    Boskie!!!! Mój syn też gada i gada i tak od 12 lat :)

    OdpowiedzUsuń
  3. :) ale tekstem "ZGNIJ" Mateusz wygrał!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam i czytałam te wspaniałe minidialogi, ale ostatni to mnie rozbawił najbardziej! Nie pomyślałabym, że te słowa będą dotyczyły zginania papieru :)!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wg. Mateusza tata jest wybitnie uzdolniony ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. świetne teksty! :) ostatni chyba najlepszy :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)