wtorek, 14 lipca 2015

Dwa miasta w biblioteczce Mateusza

Na półkach w małym pokoju, na stole w salonie, na parapecie i na podłodze. Wszędzie leżą książki. Poukładane w nie do końca równe, coraz wyższe wieże. Prawdziwe miasto książek. A w tym mieście, dwa miasta. Jedno, na dwunastu rozkładówkach, przedstawione na przestrzeni całego roku. Drugie psie, po którym na rowerach mkną pieski. Licząc na szczęście i dobre serce. O czym mowa? Przeczytajcie!


"Rok w mieście" Katarzyna Bogucka


Jedno miasto, dwanaście miesięcy, kilkadziesiąt bohaterów. Wszystko przedstawione na czternastu wielkich rozkładówkach. Szczegółów tyle, że oglądać można kilka godzin. Mateusz najczęściej sięga po nią rano, tuż po przebudzeniu. I za to wielkie dzięki dla autorki i wydawnictwa! Kilkadziesiąt minut skradzione na sen, to dla matki wybawienie.


Miasteczko stworzone przez Katarzynę Bogucką tętni życiem. Mieszka w nim cała plejada różnorodnych mieszkańców (ponad 60!). Ich przygody poznajemy na dwunastu rozkładówkach przedstawiających kolejne miesiące roku. Na wszystkich ukazany jest jeden kadr miasta. Zmieniają się jedynie bohaterowie, sytuacje, a także pora dnia, pogoda i pory roku. Pierwsza rozkładówka przedstawia wszystkich mieszkańców. Dzięki temu dowiadujemy się, że Magda spodziewa się dzidziusia, Basia ma siostrę bliźniaczkę, Pierre jest fryzjerem, Krysia prowadzi cukiernię, a Anastazy tworzy instalacje artystyczne. Na kolejnych stronach odkrywamy, że losy mieszkańców są ze sobą wzajemnie powiązane. Dzięki temu wyszukiwanie mieszkańców i podglądanie ich w różnych sytuacjach jest naprawdę wciągające. A mały obserwator podczas zabawy ćwiczy koncentrację, spostrzegawczość, zdolność logicznego myślenia, a także szukania związków przyczynowo-skutkowych.


Katarzyna Bogucka stworzyła świetne narzędzie pomagające wyjaśnić dziecku upływ czasu, przybliżyć miesiące i pory roku, które dla maluchów są czystą abstrakcją. Dziecko oglądając ilustracje widzi, jak zmienia się świat w ciągu całego roku, czym charakteryzują się poszczególne miesiące i pory dnia. Ponadto ostatnia rozkładówka zawiera masę nieprawdopodobnych sytuacji, których wyszukiwanie sprawia niesamowitą frajdę i zapewnia masę śmiechu. Moim zdaniem książka jest idealną pozycją dla dzieci powyżej 4roku życia. I chociaż jest to typowo obrazkowa pozycja, ze sztywnymi kartami, to młodsze dzieci mogą czuć się przytłoczone ilością bohaterów, masą szczegółów i ferią barw. Ba, nawet ja potrzebowałam chwili, by przywyczaić wzrok do tego chaosu panującego wewnątrz książki. Mateusz na szczęście nie miał tego problemu.

"Liczypieski" Ewa Kozyra-Pawlak


Ewy Kozyry-Pawlak przedstawiać nikomu nie trzeba. Jej wyszywane książeczki są tak charakterystyczne, że wystarczy jeden rzut oka i już wiadomo, kto stoi za tym dziełem. Naszą przygodę z książkami autorki zaczęliśmy, gdy Mateusz miał kilka miesięcy. Książka "Jedzie pociąg z daleka" z ilustracjami Kozyry-Pawlak wciąż stoi na półce i wciąż do niej wracamy. Jakiś czas temu trafiła do nas książka "Liczypieski".


Wierszowana historyjka opowiadająca o dziesięciu bezdomnych psiakach poszukujących domu. Psach, które znajdują ogłoszenia wywieszone przez pewnego starszego Pana:

"Przygarnę psa
lub nawet psy dwa,
lecz nie więcej,
bo mój dom więcej
psów nie pomieści.
Czekam dzisiaj
o piątej, na Kociej.
Numer dziesiąty."

Czworonogi, pełne nadziei na nowy dom, udają się na ulicę Kocią różnymi środkami transportu. Jedne jadą na rowerze, inne na hulajnodze i wrotkach, a jeszcze inne na tandemie. Jest także pies, który leci na parasolce, chociaż to dość rzadko spotykana wśród psów umiejętność. Zwierzaki przybywają na umówione miejsce z różnych stron Psopotu, a ich drogę dzieci mogą śledzić na planie miasta. Zakończenie historyjki jest zabawne i wzruszające, gdyż starszy Pan postanawia przygarnąć wszystkie psy. Tym sposobem wieczorem przed zaśnięciem, zamiast liczyć barany, liczy... psy.


Książka wprowadza dziecko w świat cyfr i zachęca do liczenia w zakresie dziesięciu. Co prawda liczenie w tym przedziale Mateusz ma opanowane od dawna, ale książeczka przydaje nam się do utrwalenia zapisu cyfr. Wiersz ma formę łatwej do zapamiętania wyliczanki, więc maluch bez trudu go zapamięta. Ponadto tekst zawiera chyba wszystkie związki frazeologiczne z wyrazem pies, jakie występują w języku polskim. Wzbogaca słownictwo, ćwiczy spostrzegawczość i koncentrację. I chociaż podczas czytania czasami gubi się rytm, a tekst zgrzyta w niektórych miejscach, to uważam, że warto tę książkę mieć w swojej biblioteczce. Potrafi rozbawić i wzruszyć. Uczy małego czytelnika nie tylko liczenia i cyferek, ale także wrażliwości i empatii. A to jest najważniejsze.


"Liczypieski"
Tekst i ilustracje: Ewa Kozyra-Pawlak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

"Rok w mieście"
Tekst i ilustracje: Katarzyna Bogucka
Wydawnictwo Nasza Księgarnia


Za książki dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)