środa, 27 maja 2015

Trzy bukiety na Dzień Mamy

Zapisanych na kolanie kilka zdań. By te chwile nie uleciały pamięci. Chcę pamiętać ten czwarty w moim życiu Dzień Mamy. Chociaż zakończony niefajnie, bo gorączką i nieprzespaną nocą. Oczy na zapałki i jedna chwila więcej na wylegiwanie się w łóżku i przytulasy. Dzień dobry!

dzień mamy

Na śniadanie jaglanka z borówkami i cynamonem. Z poprzedniego wieczoru, odgrzana jedynie. Szybki spacer do przedszkola, by znowu się nie spóźnić. Dziecko w placówce, można wrócić do domu. Gorąca herbata, resztki jaglanki dojedzone po dziecku, kilka odpowiedzi na maile i powrót do przedszkola, bo książki zapomniał. A obiecałam, że przyniosę. Tę o budowniczym. Póżniej moje ekg. I jeszcze jedno. Internista. Skierowanie do kardiologa i recepta na leki, bo znowu jakaś infekcja gardła się przyplątała. Zakupy, zakupy, zakupy, sprzątanie i drugie śniadanie. Pomidorówka z mlekiem kokosowym zrobiona w 15min. Chwila na poczytanie i do przedszkola.


A później trzy bukiety. Wierszyk od progu i laurka będąca bardziej dziełem pani Dorotki niż syna mojego. Muszę jej podziękować. Pierwszy tyci bukiet kwiatów od syna. Mamo, to bukiet kwiatów zmielonych na mięso! Tak, romantyzm po tatusiu odziedziczył. Później było już tylko lepiej. Tajemnica, której nie może zdradzić, bo nie, nie, mamo, bo nie będziesz miała niespodzianki. Nie dał się namówić na wyjawienie sekretu. A próbowałam! Drugi bukiet, niespodziankowy. Z róż! Wręczony z rąk podekscytowanego czterolatka. Mamusiu jakie piękne te tulipany! Tak, trzeba odmian kwiatów dziecko nauczyć, bo wstyd. I jeszcze jeden bukiet. Dla teściowej. Minę miała nietęgą. Ale to chyba nie są chryzantemy? Yyyy, no chyba nie.


Poza tym sto awantur, wytknięty język na każdą moją prośbę. Bo nie! wykrzyczane z tysiąc razy, poobijane nogi i guz na czole. Gil do pasa, oczy zwiastujące chorobę i kilka łyżek pomidorówki za człowieków z rodziny. Miseczka truskawek i bajka u dziadków. Przytulasy pod kocem i wyznanie ukochanego dziecka: Mamo jesteś niedobra dla mnie, ale i tak cię lubię. Pokrzepiające. Mimo tylu moich błędów...

Tak, to był piękny Dzień Matki. 

6 komentarzy:

  1. Śladem bosych stóp27 maja 2015 18:29

    Haha! Uśmiałam się zdrowo. Zdrówka, Kochani!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) I to się nazywa wyjątkowy dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Karola! Przyda się, bo ledwo "dycham" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawda?! A w jakiej nieświadomości człowiek żyje zanim rodzicem zostanie. Że wyjątkowy dzień to szampan, truskawki i kino, bądź przeżycia ekscytujące? A guzik prawda! Ja na codzień czuję się jak po szampanie (zwłaszcza podczas gorączki), truskawki są (co z tego, że kilka zielonych syn mi zostawił) a kino to codziennie mam. W dodatku w pakiecie z cyrkiem, co gwarantuje mi ekscytację przez wiele godzin. Toż to codzienność, a nie wyjątkowość ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się tu podoba! Me gusta jeśli chodzi o estetykę. Piękne zdjęcia, pomysłowy baner i ogólnie fajnie tu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo miło mi to słyszeć. Dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)