czwartek, 14 maja 2015

Książki, nie tylko dla dziewczyn!

Zostanie strażakiem. Wie o tym każdy, kto chociaż troszkę nas zna. Strażakiem o wielu specjalizacjach, warto dodać. Bo oprócz gaszenia pożarów, leczyć ludzi będzie, gotować wymyślne potrawy, zdjęcia robić jak mama i w kosmos poleci, i prezydentem zostanie. Wie, że może zostać kim tylko zapragnie. Tak samo, jak Wojtek, Filip czy Kuba. Ale także Basia, czy Nina. One także mogą zostać Straża(cz)kami. Bo, czemu nie? Przecież dziewczyna także ma prawo do swoich marzeń. I jeśli pragnie zostać inżynierką, neurochirurżką, czy generałką, to czemu nie? Płeć nie powinna stać na przeszkodzie w spełnianiu marzeń.


Co roku 8 marca zostaje wydana jedna książka z serii Pilotka. Pierwsza była "Kosmonautka", w tym roku na rynku wydawniczym pojawiła się "Strażaczka". Obydwie przełamują stereotyp, że najbardziej znamienite zawody zarezerwowane są dla mężczyzn. Obydwie wspierają zmiany, które powinny zajść w świadomości społeczeństwa, a które dotyczą aktywności zawodowej kobiet. Obydwie są rewelacyjnie napisane, świetnie zilustrowane i bawią do łez. Szczególnie rodziców!


Dwie książki, w każdej po dwanaście historii, które opowiedziały dzieci o mamach. Mamach, które pracują w zawodach postrzeganych jako typowo męskie. Mamach-bohaterkach, które łączą macierzyństwo z karierą zawodową, stanowiąc pozytywne wzorce dla dzieci. Mamach, które opisane są w krótki, ale dowcipny i przewrotny sposób. Mama-ogrodniczka krzewi w dzieciach umiłowanie prawdy, mama-informatyczka wie jak walczyć z wirusem, mama-himalaistka nie lubi stać w korku, bo to szczyt wszystkiego, a mama-inżynierka jest prostolinijna i nie lubi przekrętów. Poznajemy także inne mamy. Architektkę, kosmonautkę, pastorkę, pilotkę, prezydentkę, arcymistrzynię szachową, chemiczkę, generałkę, mistrzynię Formuły 1, neurochirurżkę, prezeskę banku, cukierniczkę, dyrygentkę, elektryczkę, fotografkę, grabarkę, konduktorkę, reżyserkę teatralną, strażaczkę oraz rzeźbiarkę. Uffff!

"Moja mama jest 
cukierniczką - mistrzynią
słodkości
i panią nad tortami.
Nasz ogródek pączkuje,
a mama dopieka tacie,
że jest niezłym ciachem."


Książki są genialne! Dowcipny i przewrotny tekst u dorosłych wywołuje uśmiech, a dzieci skłania do zadawania pytań. W moim przypadku sprawia, że rechoczę ze śmiechu. No dobra, ta neurochirurżka trochę kłuje mnie w uszy, ale chyba niesłusznie. Bowiem nad poprawnością językową całego tekstu czuwał profesor Mirosław Bańko. A autor całej serii bawi się słowem znakomicie. Mateusz nie wyłapuje jeszcze tej gry słów. Pyta jedynie o znaczenie niektórych zwrotów. Część zależności sama tłumaczę. Ale nie zmienia to faktu, że  Mati książki uwielbia i zna je już na pamięć. A ja bawię się rewelacyjnie czytając je synkowi na dobranoc (i rozbawiając go swoim śmiechem). Idealnym uzupełnieniem tekstu Piotra Wawrzeniuka są oszczędne ilustracje Doroty Wojciechowskiej. Proste, zaznaczone czarną kreską i wypełnione stonowanymi barwami znakomicie oddają przewrotność historyjek.


Takie książki nie są potrzebne jedynie dziewczynkom. Nie służą jedynie do tego, by pokazać córkom, że mogą zostać kim chcą. Bez względu na płeć, i na to, jak bardzo męski zawód wybrały. Według mnie potrzebne są także chłopakom (i ich rodzicom!). Dlaczego? Na przykład dlatego, że mimo wszystkich rozmów, książek i dyskusji, dziecko moje wraca z przedszkola i raczy nas takimi rewelacjami:

"A Basia miała dzisiaj chłopakowe skarpety!"
"Dziewczyny nie chciały się ze mną bawić, bo jestem chłopakiem"
"Gabryśka nie może się z nami bawić w policjantów, bo jest dziewczyną"


Wyciągam więc "Kosmonautkę" i "Strażaczkę", czytamy i rozmawiamy. Na koniec rozmowy Mateusz stwierdza, że Gabi może jednak zostać policjantką, a Baśki skarpety są świetne, i tak naprawdę, to on też takie chce. A w ogóle to "Mamo, będę miał żonę Strażaczkę. Będziemy razem jeździć na akcje, a ty zaopiekujesz się naszym dzidziusiem". Tak naprawdę nieważne jest kim faktycznie zostanie w przyszłości. Najważniejsze jest to, by wiedział, że może zostać kim zechce. I to, by dziewczyńskie ambicje uważał za oczywiste, i nie odbierał im radości z marzeń o byciu Strażaczką. 

"Kosmonautka", "Strażaczka"
Tekst: Piotr Wawrzeniuk
Ilustracje: Dorota Wojciechowska
Wydawnictwo Poławiacze Pereł

Wpis powstał w ramach projektu Przygody z Książką, którego pomysłodawczynią jest Justyna z Dzikiej Jabłoni


11 komentarzy:

  1. Agata Lewandowska14 maja 2015 21:40

    Super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Paulina Zawadzka14 maja 2015 21:44

    Strażaczka ostatnio była do wygrania w konkursie kwartalnika Ryms, teraz trochę żałuję, że nie wzięłam w nim udziału ^_^ Ilustracje wyglądają pięknie! A i treść mi się bardzo podoba. Piękne zdobycze książkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawa seria, z niewątpliwie ważnym przesłaniem + niezła grafika, ale te zabawy słowem - miejscami świetne, gdzie indziej zdają się być nieco wymuszone


    szkoda, że Ty nie będziesz mogła zostać kim zechcesz... chyba że właśnie marzysz, żeby być babcią-opiekunką strażaczątka :)
    (a właściwie, to o co mi chodzi - możesz być babcią-opiekunką-kosmonautką! :D)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzika Jabłoń15 maja 2015 22:06

    Bardzo ciekawy wpis! Byłam zaintrygowana tą serią, ale nie miałam okazji zajrzeć do tych książek. Podobają mi się gry słowne i lekkość, choć "neurochirurżka" jest kosmicznie trudne i niecodzienne do wymówienia :)
    Uwielbiam dziecięce zabawy językiem i neologizmy, które powstają w ustach dzieci na przestrzeni dziejów, skrzętnie zapisuję. Granice płci czasem tak wyraźne - tekst z dzisiaj: "Nie chcę takich czarnych zwykłych ochraniaczy, bo są chłopackie!" :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. cudowneipozyteczne19 maja 2015 23:08

    Mam na te książki chrapkę już od jakiegoś czasu. Mądre, piękne i fajne. I tylko żałuję, że a.) moje mieszkanie nie jest z gumy, a jeszcze trochę i będę miała wrażenie, że mieszkam w bibliotece b.) że jednak za dużo teraz wydają na prawdę fajnych książek. Kiedyś było łatwiej po tym względem ;) ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że nie wzięłaś udziału. A nuż, by się udało ;)
    Bardzo lubimy te książeczki. W dodatku ten wóz strażacki w środku... Mateusz przepadł ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A widzisz, ja nie odniosłam takiego wrażenia. Tekst bardzo mi pasuje, a i ilustracje trafiają w mój gust :))
    Hehe, prawie codziennie syn zadaje mi pytanie "Kim chcesz zostać, jak dorośniesz mamo?" Bawi mnie tym niesamowicie, bo za chwilę potrafi stwierdzić, że jestem stara ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tą neurochirurżką też mam problem. I nawet nie o samą wymowę chodzi...
    My mamy swoją panią dr neurochirurg i nie wyobrażam sobie inaczej jej nazywać ;))
    A dziecięcy słownik jest boski. Ja większość tekstów Mateusza staram się zapisywać. Dostanie cały zeszyt na 18tkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Och, ja mam podobne wrażenie. Z tym, że nie przeszkadza mi mieszkanie w bibliotece. W przeciwieństwie do mojego męża ;) A książek pięknych, które chciałabym przeczytać Mateuszowi jest cała masa. Nie wiem czy kiedykolwiek nasza wishlista będzie pusta. Bardzo w to wątpię ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja ostatnio narzekałam, że w książce Mój pierwszy alfabet. Zawody potraktowano temat stereotypowo. Fajnie, że ktoś stworzył lepszą wersję :) Świetna grafika, bardzo charakterystyczna kreska.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)