piątek, 29 maja 2015

Fuj Fransson, czyli przygody dzieci z ulicy Awanturników

Są takie książki, które kupować można z zamkniętymi oczami, znając jedynie autora bądź wydawnictwo. Do takich książek należą wszystkie z ilustracjami Emilii Dziubak, wszystkie książki wydawnictwa Zakamarki oraz wszystkie książki Astrid Lindgren. I o ile, po dwie pierwsze kategorie sięgają już maluszki, tak Lindgren czytają głównie starszaki. A to błąd! Bo to, co klasyczne nie zawsze musi zwiastować nudę.


Nudna na pewno nie jest książka "Dzieci z ulicy Awanturników". Chociaż od kilku miesięcy czytamy ją prawie codziennie, często po kilka razy w ciągu doby, to wciąż wracamy do niej z przyjemnością. Mateusz uwielbia tę pozycję! To od niej zaczęła się jego miłość do Lotty i jej rodzeństwa. A ja kibicuję tej miłości, chociaż to przez nią moje dziecko woła do mnie Fąflu jeden!, czym jeszcze bardziej przypomina mi wpadającą w ciągłe tarapaty Lottę.


Książka zawiera jedenaście opowiadań o przygodach rozbrykanego rodzeństwa. Jonas, Mia-Maria i Lotta to urocza trójka mieszkająca z rodzicami w żółtym domu, przy ulicy Garncarzy (ha! Ja też myślałam, że ulica nazywa się Awanturników). Skąd zatem wzięłą się ulica Awanturników? Domyślcie się. Wszystkie historie opowiedziane są przez Mię i dotyczą przede wszystkim najmłodszej Lotty. Jej zabaw, psot i powiedzonek, które czasami rozkładają mnie na łopatki, a u Mateusza wywołują niepohamowane ataki śmiechu.


Pomysły rodzeństwa niejednego rodzica przyprawiłyby o zawroty głowy, bądź przedwczesne siwienie. Na porządku dziennym w rodzinie Nymanów jest zalewanie kuchni wodą, przypadkowe wpadanie do jeziora, wychodzenie z pociągu podczas podróży do dziadków, brudzenie się sadzą z komina, czy wyjadanie poziomek młodszemu kuzynostwu. Z książki dowiemy się także, dlaczego Lotta mówi prawie przekleństwa, dlaczego ciocia Berg cieszy się dwa razy, gdy odwiedzają ją dzieci (uwielbiam!) i w jaki sposób Lotta stała się murzyńskim niewolnikiem.


Wszystkie przygody przedstawione są w sposób tak prosty i realny, że nie sposób nie uwierzyć w ich wiarygodność. Na straży bezpieczeństwa dzieci stoją dorośli, którzy czasami dość kiepsko radzą sobie z rozbrykanym rodzeństwem. Aż czasami mnie dreszcz przeszywa, bo nie wyobrażam sobie, by dziecko podczas podróży wysiadło samo z pociągu. Ale gdy ma się do upilnowania trójkę wszędobylskich dzieci, to chyba wszystko jest możliwe. 


"Dzieci z ulicy Awanturników" to idealna książka dla dzieci, dla których krótkie książeczki zaczynają być niewystarczające. W książce jest dużo tekstu, ale są także piękne i kolorowe ilustracje, które znajdują się prawie na każdej rozkładówce. Ilustracje Ilon Wikland, warto dodać! Jedynym minusem książki jest jej słaba dostępność. My rozpoczęliśmy czytanie od egzemplarza bibliotecznego i serdecznie polecam zacząć poszukiwania od biblioteki osiedlowej. Niestety, albo stety notorycznie przetrzymywaliśmy książkę, bo Mati nie chciał się z nią rozstać. Musiałam, więc postarać się o nasz własny egzemplarz, który kupiłam na allegro. Używany w stanie idealnym, za kilkanaście złotych. Poszukajcie, bo naprawdę warto!


Książki Astrid Lindgren zaczęliśmy czytać gdy Mateusz miał 2,5roku. Na pierwszy ogień poszły zakamarkowe "Dzieci z Bullerbyn" wydane jako trzy oddzielne pozycje (rewelacja!). Później poznaliśmy Pippi, Ollego, Emila, Madikę i Lisabet. Następnie przyszła pora na "Dzieci z ulicy Awanturników" i zakamarkowe wydanie Lotty. W Dzień Dziecka rozpoczniemy naszą przygodę z prawdziwymi "Dziećmi z Bullerbyn", tym opasłym tomiskiem, za przetrzymanie którego dostałam pierwszą w swoim życiu karę. A na Mateusza w kolejce czekają jeszcze "Nils Paluszek", "Dzielna Kajsa", "Bracia Lwie Serce" i Pippi w wydaniu komiksowym, która leżakuje już w szafie w oczekiwaniu na święto wszystkich dzieci.


A dla wszystkich fanów twórczości autorki odbędzie się Dzień Dziecka z Astrid Lindgren, czyli seanse filmowe w różnych miastach Polski. Będzie można zobaczyć między innymi "Dzieci z Bullerbyn", "Madikę z Czerwcowego Wzgórza", czy "Nilsa Paluszka". Impreza startuje już jutro! Tutaj możecie zapoznać się repertuarem i zarezerwować bilety. My wybieramy się do Torunia. Nie możemy przegapić takiej imprezy!

"Dzieci z ulicy Awanturników"
 Tekst: Astrid Lindgren
Ilustracje: Ilon Wikland
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
 
Wpis powstał w ramach projektu blogowego Przygody z książką.
 
https://dzikajablon.wordpress.com/category/przygody-z-ksiazka/

17 komentarzy:

  1. Też bardzo lubimy ekipę z ulicy Awanturnikow! Sa rewelacyjni, a Astrid Lindgren kocham - jej książkami mam wypełnione pół półki, tylko chłopcy muszą do tych pozycji jeszcze dorosnąć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podzielam Twoją opinię w 100 procentach. Zresztą już pisałam u Ciebie o mojej miłości do A.L., ale chciałam się podzielić przy okazji takim niusem, ze upolowałam w Biedronce jej biografię. Nie mogę się doczekać kiedy ją wchłonę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. śladem bosych stóp1 czerwca 2015 23:12

    Boze, niemal identyczny wpis mam w przygotowaniu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Dzieci z bulerbyn :) i moje dzieciaki też:), muszę upolować także tę książkę bo zapowiada się fajnie :).

    OdpowiedzUsuń
  5. dzięki za fotki, mogłam trochę poczytać :) wcale się nie dziwię,ze lubicie tę książkę :) "Dzieci z Bullerbyn" bardzo lubiłam może moje dzieci też kiedyś polubią książki Astrid Lindgren :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Lottę i jej przygody. Zakochałamsię w niej od pierwszego przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam się na przyszłość ;)))
    "Dzieci z Bullerbyn" też lubimy. Aktualnie trwa fascynacja filmami ;)
    Trzymam kciuki, aby połknęły bakcyla!

    OdpowiedzUsuń
  8. Hehehe, jakoś wcale mnie to nie dziwi ;)))

    OdpowiedzUsuń
  9. O! To muszę do Biedronki się udać. Może jeszcze będzie :)
    Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. My powoli przeskakujemy z tych dziecięcych na te bardziej dorosłe, z większą ilością tekstu. Sprzeciwu nie ma, więc czytamy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cała przyjemność po mojej stronie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pistacia/PistaciowaFerajna10 czerwca 2015 21:39

    Mój portfel nie jest zadowolony, że tu zerknęłam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mocno budżetu nie obciążysz kupnem tej książki. Ja zapłaciłam kilkanaście zł już z przesyłką ;)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzika Jabłoń15 czerwca 2015 19:14

    Fanki Lotty i Bullerbyn pozdrawiają :) Piękny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki! My także pozdrawiamy i kciuki trzymamy za I. :))

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)