czwartek, 2 kwietnia 2015

Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci 2015

Drugiego kwietnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. Z tej okazji, podobnie jak w zeszłym roku, zrobiłam mały przegląd biblioteczki Mateusza. Zerknijcie, co czytamy obecnie!



"Dzieci z ulicy Awanturników" A. Lindgren


Od tej książki zaczęła się miłość Mateusza do Lotty i jej rodzeństwa. Notorycznie przetrzymywany biblioteczny egzemplarz. Naprawdę ciężko nam się rozstać z tą ksiażką, bo takiego wydania w sprzedaży już nie ma. A szkoda, bo jest świetne! Z mnóstwem kolorowych ilustracji Ilon Wikland, z pięknymi opowiadaniami Astrid Lindgren. W dodatku ma poręczny format, więc ciągle ląduje w mojej torbie. Bajka! Mati uwielbia! I ja też!

"Lotta. Trzy opowiadania" A. Lindgren


Kupiona na fali popularności poprzedniej książki. Okazała się strzałem w dziesiątkę! Jak wszystkie książki Astrid Lindgren. Mamusiu, czy tę książę napisała Astrid Linden? Pyta, gdy czytamy jakąś nową pozycję. Chyba myśli, że wszystkie książki to ona napisała. Przygody małej Lotty polubił bardzo. Czytamy codziennie o rowerze, o choince i najczęściej - ze względu na porę, chyba - o wielkanocnym zajączku. Wspaniałe opowiadania i przepiękne ilustracje, które Mateuszowi pomagają w słuchaniu, a mne przypominają własne dzieciństwo. 

"Kajtek i miś" J.T. Wieslander


Niepozorna książeczka z czarno-białymi ilustracjami i krótkimi opowiadaniami. Nie przypuszczałam, że Mati tak bardzo ją polubi. Z uwagą słucha jak Kajtek wspinał się na drzewo, bawił w strażaków (HIT!), opiekował myszką, czy znalazł starą gitarę. Książkę czyta się rewelacyjnie. Jest idealna na zakończenie dnia, do czytania przed snem. A mnie zachwyciła postawa rodziców Kajtka. Serio, niejednego rodzica ta książka skłoni do refleksji! Bo który tata, gdy syn zapragnie posiedzieć na drzewie, na krześle(!), przyniesie to krzesło i przywiąże je do gałęzi? Ze świecą takiego szukać.

"Wielka księga. Basia" Z. Stanecka


Basiomania trwa w najlepsze. Osłabła odrobinę na sile, ale trwa nadal. Książka towarzyszy nam u dziadków, w poczekalni u lekarza, w autobusie i wielu innych miejscach. Krótkie opowiadania na każdą porę roku są idealne do czytania na szybko, pomiędzy porannym myciem zębów a zakładaniem butów. I pomimo skróconej wersji opowiadań, przygody Basi nie tracą na atrakcyjności. Dużą Basię czytamy na spokojnie, leżąc na kanapie i popijając herbatę. Wielka księga (choć tak naprawdę mała) jest do zadań specjalnych, gdy czasu nie ma długie czytanie.

"O Grzesiu, chłopczyku, który nie przestawał zadawać pytań" M. de Laubier, M. Aubinais,
G. Boulet, C. Proteaux


Kontrowersyjna książka, jeśli mielibyśmy czytać ją tak, jak proponuje (narzuca) autor. Ale świetna pozycja, jeśli dostosujemy ją do możliwości dziecka. I swoich. Bo ta książka jest przede wszystkim pretekstem do rozmowy z dzieckiem. Do przedstawienia różnych punktów widzenia na dany temat. Nie przepadam za codziennym jej czytaniem. Raz na jakiś czas, jako pomoc podczas rozmowy - tak. Ale Mateusz sam ją przynosi i prosi o czytanie, więc cóż zrobić? Czytamy prawie od deski do deski. Tylko matka czasami rozdziały pomija ;)

"Świat w obrazkach. Strażacy"


Co tu dużo mówić, książka czytana jest non-stop. Po kilku tygodniach jest tak sfatygowana, jakby miała kilka lat, co najmniej. Cóż się dziwić, skoro Mateusz ciągnie ją ze sobą nawet do wc. Je, oglądając ilustracje strażackie. Pije, kątem oka rzucając na wozy. Śpi z książką pod poduszką. I mam wrażenie, że to jego osobista strażacka biblia. Ja nie zgłębiam się w treść, bo to tata czyta synkowi takie (specjalistyczne) książki. Mają swój chłopięcy świat i niech tak zostanie.
 
"Strażaczka" P. Wawrzeniuk


Genialna! Kocham tę książkę odkąd odpakowałam paczkę na poczcie. Do domu wracałam, czytając ją i rechocząc na pół ulicy. Świetne ilustracje, przewrotny tekst (uwielbiam!) i kwadratowy format. Rewelacja! Mateusz polubił ją bardzo. Czytamy codziennie, a syn wszystkich informuje, że tata jest niezłym ciachem, a mama na cmentarzu wykopała ducha. Polecam całym sercem!

"Moje szczęśliwe życie" R. Lagercrantz, E. Eriksson


O przygodach Duni dowiedziałam się chyba od Asi. Pomyślałam, że fajna, ale dla chłopaka? Książka o dziewczynce, która liczy ile razy była szczęśliwa? Eeee, nie przejdzie. Jakże się pomyliłam. Mateusz bardzo polubił Dunię. Przez jakiś czas codziennie czytaliśmy o Duni. I rozmawialiśmy o uczuciach. O tym dlaczego Dunia nie jest szczęśliwa, dlaczego nie ma mamy, dlaczego tęskni, jest zła, czy szczęśliwa. Bo ta niewielka książeczka świetnie mówi o uczuciach oczami dziecka. Zarówno dziewczynki, jak i chłopca.

"Pożyczalscy"M. Norton


Oj, długo ta książka stała na półce i czekała na swoją kolej. Zaliczyliśmy kilka nieudanych podejść, aż w końcu Mati załapał. Nie jest to najłatwiejsza pozycja dla czterolatka. Masa trudnych słów, które pojawiają się w tekście nie sprzyja spokojnemu słuchaniu, bo co chwilę pojawia się magiczne A co to znaczy? A co to jest?. Ale Mateusz lubi przygody małych ludków, które mieszkają pod podłogą i wszystko mają pożyczone. I coraz częściej chce, abym czytała Pożyczalskich. Mimo, iż ilustracji jest jak na lekarstwo (a szkoda, bo to Emilia Dziubak!), książka jest gruba jak encyklopedia i średnio wygodnie się ją czyta, to uwielbiamy ją!

"Niezwykłe przygody latającej myszy" T. Kuhlmann


Chyba najpiękniejszy urodzinowy prezent Mateusza. Ta książka jest rewelacyjnie wydana! Świetnie napisana, z odrobiną wiedzy, której dzieci nawet nie zauważają, z przepięknymi ilustracjami. I to właśnie ilustracje są według mnie najmocniejszą stroną tej książki. "Niezwykłe przygody latającej myszy" jeszcze pojawią się na blogu, bo książka zasługuje na osobny wpis. Jest wprost przepiękna!

"Teodor" M. Szczodrowska


Najpiękniejsza pozycja jaką mamy w biblioteczce. I w samochodzie. Bo to głównie podczas podróży słuchamy audiobooka załączonego do książki. Teodora uwielbiamy niezmiennie odkąd z nami zamieszkał. Z tą różnicą, że ostatnio o wiele częściej jej słuchamy, niż czytamy. Co nie znaczy, że nie jesteśmy nią oczarowani, a książka popadła w zapomnienie. Co to, to nie! Czytamy ją często, a wszystko, co napisałam TUTAJ nadal jest aktualne.


Tak wygląda lista książek, które obecnie czytamy najczęściej. Poza tym bardzo często sięgamy po TO, TO, TO i TO. I całą masę innych książek, których nie sposób wymienić w jednym wpisie.

Co czytał trzyletni Mateusz możecie zobaczyć TUTAJ. A na bieżąco możecie podglądać nasze książkowe pozycje na Instagramie.
A jakie książki czytają Wasze dzieci? Co jest hitem w biblioteczkach Waszych maluchów?


6 komentarzy:

  1. My Strażaczki jeszcze nie mamy, ale kochamy Kosmonautkę. I też znalazła się w naszym zestawieniu z okazji tego wyjątkowego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem "Strażaczka" jest jeszcze lepsza niż "Kosmonautka"! Mateusz po 5dniach znał ją na pamięć :)

      Usuń
  2. O nie! Wydałam dziś przez Ciebie kupę kasy!!! Zaczęło się od "dzieci z ulicy..."- uwielbiamy Lottę, więc chciałam je mieć, poszperałam na all i jest! To samo wydanie, które pokazujesz. To do koszyka. W koszyku wylądowali jeszcze: "Madika z czerwcowego wzgórza", "Nils Paluszek", " Karolcia i witaj Karolciu"- limitowane wydanie, "Absolutnie cała ja Clarice Bean" (bo uwielbiamy Lolę i Charliego, a to ta sama autorka). I wcale nie wiem czy to już koniec książkowych zakupów na dziś!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mamo! To poszalałaś ;)
      Ale nie mam wyrzutów sumienia. Wiesz ile razy ja wydawałam ostatnie pieniądze na cuda, które poleciłaś? Nie zliczę ;) Też muszę rozejrzeć się za starym wydaniem "Dzieci z ulicy...", bo Mati nie wyobraża sobie dnia bez nich, a niedługo książkę oddać trzeba :) Nilsa też muszę kupić, ale szukam jakiegoś ładnego wydania. U nas trwa miłość do Lindgren, z czego bardzo się cieszę, bo sama uwielbiam :)

      Usuń
  3. Świetne książki, czytamy podobne. U nas w domu największą fanką A. Linden ;) jestem ja ja ja! U nas aktualnie "Babcia na jabłoni", też bardzo fajna rzecz. O matko jak ja kocham książki! Mam nadzieję, że moje dzieci kiedyś choć w części podzielą moją miłość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas większym fanem jest chyba Mateusz. A ja na nowo odkrywam książki Lindgren. "Babcię na jabłoni" też mam na liście. I żałuję, że w Biedronce nie kupiłam, bo były jakiś czas temu.
      Ach, też mam taką nadzieję. Już nasza w tym głowa, żeby dzieci książki kochały. I myślę, że na dobrej drodze jesteśmy ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)