środa, 29 kwietnia 2015

Matematyczno-przyrodnicze przygody Mateusza

Śmiem przypuszczać, że syn mój nie odziedziczył po matce ścisłego umysłu i zamiłowania do matematyki. Rośnie nam humanista pełną gębą. Literki, ich pisanie i czytanie mógłby uskuteczniać każdego dnia. Liczyć nie chce, cyferki ma w głębokim poważaniu i podstępem muszę sprawiać, żeby cokolwiek zechciał policzyć. Co więcej, moje wysiłki często kończą się fiaskiem. Bo przecież to liczenie to nuuuudne jest! Na szczęście z pomocą sfrustrowanym rodzicom przychodzą wydawnictwa, prześcigając się w oferowaniu różnych pomocy w nauce liczenia.


Wydawnictwo Nasza Księgarnia także wychodzi naprzeciw leniwcom matematycznym (i miłośnikom, także!), a matka z tej okazji skorzystać musiała. Tym sposobem w naszej biblioteczce pojawiła się książka "Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna", która jest połączniem śmiesznych opowiadań o wesołej rodzince z krótkimi zadaniami matematycznymi. W książce poznajemy między innymi dziadka Barnabę, który jest inicjatorem całej pirackiej wyprawy, babkę Piratkę, która smażny najlepsze naleśniki na świecie, a także pradziada Demencjusza oraz ciotkę Palpitację (uwielbiam!). Nasza wesoła rodzinka rzuca nudne życie w wielkim mieście i postanawia wieść piracki żywot na bezludnej, dzikiej wyspie. Oprócz pirackich przygód w książce roi się od zagadek matematycznych. Znajdziemy w niej całą masę poszukajek, rysowanek, porachunek i nakrapianek, czyli zadań w których dziecko ma odpowiednio coś odszukać, narysować, obliczyć bądź uzupełnić. Miłośnicy labiryntów także znajdą coś dla siebie! Zadania są proste a wierszyki śmieszne, więc Mateusz z chęcią (nareszcie!) wykonuje polecenia, utrwalając w ten sposób umiejętność liczenia. Ale jedno zadanie (niekoniecznie matematyczne) pozostało nierozwiązane. Czy ktoś wie, w którym momencie odłączyli się od rodziny mama i tata? Frustruje nas niemiłosiernie ta niewiedza.


W przeciwieństwie do królowej nauk, przyroda cieszy się sporym zainteresowaniem Mateusza. Miłość do niej nachodzi falami, za każdym razem ukazjąc inny obiekt zainteresowań. Tym razem padło na witaminy! Wiecie, matka nagadała się, że w warzywach mieszkają i trzeba je jeść, by być dużym. Jak tata! A to, jest marzeniem chyba każdego chłopca. Ale matka swoje, a sałata i rzodkiewka nadal nietknięte spoglądają z talerza. Na pomoc przyszła nam książka "Przekroje. Owoce i warzywa". Nie ma to, jak na własne oczy zobaczyć, gdzie ta wiatamina A mieszka, dowiedzieć się, że to wapń sprawia, iż mały człowiek ma mocne kości, a od cukru energii tyle, że biegać można dzień cały. Wszystkie postacie wymalowane są na dużych rozkładówkach, więc dokładnie widać jak witamina B czyta książkę, pektyny sprzątają a błonnik pęcznieje po kąpieli. I chociaż większość rozkładówek stanowią ilustarcje, to wierszowany wstęp Agnieszki Frączek rekompensuje odrobinę brak tekstu na dalszych stronach. Same ilustracje są dla mnie trochę przytłaczające, ale Mateuszowi nie przeszkadzają w odkrywaniu i wyszukiwaniu kolejnych witamin. A najważniejsze jest to, że nastąpił minimalny progres i Mateusz po-wo-li (bardzo powoli) próbuje tej nieszczęsnej sałaty.


"Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna" Natalia Usenko
"Przekroje. Owoce i warzywa" Agnieszka Sowińska
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Za przekazane ksiażki bardzo dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia

Wpis powstał w ramach projektu blogowego Przygody z książką.

https://dzikajablon.wordpress.com/category/przygody-z-ksiazka/


11 komentarzy:

  1. U nas to samo na tapecie :)
    Na samym początku Bractwa, na tej stronie przedstawiającej członków rodziny, jest napisane, że mamy i taty nie ma w domu, bo pływają po morzach. A akcja dzieje się na wyspie cały czas - i potem rodzice na tę wyspę wracają. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo z głowy próbuje sobie przypomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne książki dziś pokazujesz :) Dzięki za inspiracje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehe, dzisiaj będę nadrabiać wczorajsze wpisy ;)
    Wiem, wiem, ale mama i tata są z całą rodziną w domu, gdy rodzi się pomysł wpłynięcia w morze. A potem okazuje się że nie ma ich z resztą rodziny, tylko sami gdzieś pływają ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowneipozyteczne30 kwietnia 2015 12:03

    Ta Nasza Księgarnia na prawdę fajne książki dla maluchów wydaje :) Przekroje kojarzą mi się po tej opowieści z Było sobie życie. Oglądaliście? To był hit mojego dzieciństwa (oj dawno dawno temu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. to samo zauważyłam i nijak mi to do matematycznej logiki nie przystaje :)
    też mamy i lubimy

    OdpowiedzUsuń
  6. PistaciowaFerajna4 maja 2015 21:11

    Przekroje muszą być nasze:) Trafiasz w gust. Boję się aż wchodzić do Was:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anna hugoandmathilda4 maja 2015 22:23

    Bardzo lubię takie książki z mnóstwem szczegółów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiedziałabym, że coraz fajniejsze ;)
    Jasne, że znamy "Było sobie życie". Ja też uwielbiałam tę bajkę, a Mateusz poznał ją w zeszłym roku. Wracamy do niej co jakiś czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki, bardzo miło mi to słyszeć!
    Nie bój się, nie gryziemy ;)))

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)