środa, 15 kwietnia 2015

Bo warto mieć marzenia...

Któż by pomyślał, że praca dyplomowa niemieckiego studenta okaże się fantastycznym debiutem literackim i rewelacyjną pozycją dla dzieci? Niewielu, zapewne. Na szczęście są na świecie ludzie, dla których literatura dziecięca ma znaczenie, i dla których jest największą pasją. Dzięki takim ludziom, mały człowiek może obcować z pięknymi i mądrymi książkami, które stają się początkiem wspaniałej przygody zwanej czytelnictwem. Taką pozycją jest książka "Niezwykłe przygody latającej myszy".


Nieco bajkowa opowieść o małej myszy mieszkającej w Hamburgu, która w poszukiwaniu swoich zaginionych przyjaciół pragnie dotrzec do Ameryki. Jak dzielnej myszy udaje się pokonać olbrzymi Ocean Atlantycki? Oczywiście - samolotem! Mały wynalzca, niestrudzony niepowodzeniami podejmuje kolejne próby wzbicia sie w przestworza. Konstruuje pierwszą na świecie machinę latającą i pokonuje nią trasę z Hamburga do Nowego Jorku. Na drodze do osiągnięcia celu stoją najróżniejsze przeszkody, z którymi dzielna mysz  musi się zmierzyć. Czy pokona wszystkie przeciwności? Co stanie się inspiracją do skonstruowania samolotu? Czy uda jej się zbudować w końcu taką maszynę, która nie spadnie z hukiem na ziemię po kilku sekundach lotu? Jak potoczą się losy małej dzielnej myszki?





Autor zabiera nas w niezwykłą podróż, w której przygody małej myszy są pretekstem do przedstawienia historii lotnictwa. Czytelnik dowiaduje się kto skonstruował pierwszy szybowiec, jak długo utrzymał się w powietrzu pierwszy samolot, a także kto pierwszy pokonał Atlantyk jednosilnikowym samolotem oraz kim był Rene Fonck. Wszelkie informacje przedstawione są w sposób przystępny dla małego czytelnika. Cóż się dziwić, skoro książka powstała w wyniku dziecięcej fascynacji autora dziwnymi wynalazkami i jego zainteresowania niezwykłą historią lotnictwa.





Piękna publikacja, na którą naprawdę warto zwrócić uwagę. Książka wykonana jest z niezwykłą dbałością o detale. Piękna okładka, szyte karty, matowe, mięsiste strony i przepiękne, malarskie ilustracje. I to one stanowią lwią część tej pozycji, często zajmując całe rozkładówki. To tak, jakby oglądać album z niemal fotograficznymi ilustracjami, które dopracowane są w najdrobniejszych szczegółach. Ilustracje sprawiają, że czytelnik daje się ponieść wyobraźni i przenosi się do początków XXwieku. Stare maszyny do pisania, statki parowe, lokomotywy buchające parą, nagłówki pożółkłych gazet i Titanic w tle sprawiają, że czytelnik jest w stanie uwierzyć, iż mała szara mysz naprawdę była pionierem lotnictwa.





Pierwsze nasze czytanie polegało jedynie na oglądaniu. Bez słów prawie. Ponad 80 stron (policzyłam!) przepięknych obrazów. Z zachwytu do tej pory wyjść nie mogę. I mimo, iż książka liczy tak wiele stron, śmiało można czytać ją już czterolatkowi. Tekstu jest niewiele w stosunku do ilości obrazów. Bo to one głównie opowiadają całą historię. Z Mateuszem czytamy książkę od deski do deski, za jednym posiedzeniem. A syn, mimo, iż zna już całą hostorię na pamięć, słucha z uwagą i kibicuje myszy w jej poczynaniach.





Czego, oprócz historii lotnictwa, uczy książka? Na pewno jest dla małego człowieka źródłem ważnych wzorców. Pokazuje, że w dążeniu do celu warto być wytrwałym i nie zrażać się niepowodzeniami. Mysz jest tego doskonałym przykładem. Uczy, że warto marzyć, warto dążyć do spełniania swoich pragnień, że czasami droga prowadząca do celu jest wyboista i usiana przeszkodami. Ale mimo wszystko, warto! Bo ceną w tej walce są marzenia. I nawet ktoś mały i niepozorny może mieć wielkie marzenia. Ma do nich prawo! Bo nie trzeba być wielkim, by dokonać czegoś niezwykłego. A wielkość człowieka należy mierzyć siłą charakteru a nie wzrostem.





Któż by przypuszczał, że mała mysz poleci do Ameryki, by odnaleźć swoich pobratymców? Kto by przypuszczał, że stanie się inspiracją dla pewnego małego chłopca. Chłopca, który kilkadziesiąt lat później dokonał przełomu w dziedzinie lotnictwa. Tym chłopcem był Charles Lindbergh.

"Niezwykłe przygody latającej myszy"
Tekst i ilustracje: Torben Kuhlmann
Przekład: Marta Krzemińska
Grupa Wydawnicza Foksal

Wpis powstał w ramach projektu blogowego Przygody z książką.

https://dzikajablon.wordpress.com/category/przygody-z-ksiazka/

28 komentarzy:

  1. Lidia Madalińska16 kwietnia 2015 00:03

    Te ilustracje... zachwycają, chce się na nie patrzeć i patrzeć i to wystarczy... Nie ma nic piękniejszego niż dobrze napisana książka dla dzieci podparta nietuzinkowymi ilustracjami! Kusi mnie ta książka...

    http://zabawyzn.wordpresss.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Anna hugoandmathilda16 kwietnia 2015 09:46

    Wpisuję tytuł do notesu, bo od książki pachnie przygodą, a ilustracje są przepiękne. Muszę jednak spojrzeć, co z tym tekstem, bo z braku miejsca muszę bywać praktyczna i wybierać książki, które starczą na długo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Stron z tekstem jest dokładnie 29 ;) Czasem jest cała strona zapisana, a czasami jest jedynie kilka zdań. Ale tekst napisany jest bardzo fajnie, trzyma w napięciu więc dziecko moje się nie nudzi i słucha z uwagą. Zresztą z tego, co kojarzę to proponowany jest przedział wiekowy 4-10lat. No i my także na brak miejsca cierpimy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda. Skuś się, skuś ;) Naprawdę warto mieć ją w swojej biblioteczce ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. piękna i ciekawa (podobnie jak Twoje zdjęcia, jak zwykle...) - od dawna na mojej liście "na Dzień Dziecka" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaki odjechany, a zarazem sprytny pomysł, żeby tyle historii upakować w tej pięknej opowieści! Zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie wydana i pięknie sfotografowana.

    OdpowiedzUsuń
  8. cudowneipozyteczne17 kwietnia 2015 23:34

    Piękna!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka wydaje się ciekawa, a ilustracje - magiczne!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale ciekawa książka! A ilustracje - cudowne! Dodana do listy książek do kupienia! Kurczę muszę chyba obrabować bank! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niesamowita książka. Choć Oli jest na nią za mały to sama z chęcią bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dziękuję za miłe słowa ;)
    Piękny prezent szykuje się na Dzień Dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pomysł naprawdę świetny! Ja jestem urzeczona tą książką, a Mateusz z przyjemnością ją "czyta". A to jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jest ciekawie napisana. W każdym razie, czterolatek się nie nudzi, a matka z przyjemnością sięga po tę książkę :) A ilustracje - bajka! Serio, można przenieść się do innego świata ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kup koniecznie!
    Ja jeszcze tydzień muszę wytrzymać i mój szlaban zakupowy na książki się skończy ;) Musiałam sobie taki narzucić, bo inaczej byśmy jedli suchy chleb przez pół m-ca ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kup na przyszłość ;) Kiedyś dorośnie, a ty nie będziesz w panice szukać "tej książki o myszy" ;) Wiele razy żałowałam, że od razu nie kupiłam jakiejś książki. Zapomniałam, wyrzuciłam kartkę z tytułami do kupienia, albo dziecko ją zjadło. A jak w końcu udało mi się znaleźć obiekt poszukiwań, to okazywało się, że Mati za mały ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Znam ten ból! Najchętniej pół księgarni bym wykupiła! A propos oszczędności, nie wiem czy znasz taki dyskont książkowy: http://aros.pl/ Ja się u nich zaopatruję, mają praktycznie wszystko, a książki są średnio o 10zł tańsze niż w księgarni. Oczywiście najbardziej płaca się to przy zakupie kilku pozycji, ale i tak różnica jest spora. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wiem, czy jest jeszcze na tym świecie ktoś, kto nie zna aros.pl ;) 90% książkek, puzzli i gier tam kupuję. Tanio też jest na nieprzeczytane.pl, często taniej niż na aros. Niestety nie ma możliwości odbioru na poczcie za pobraniem, a ja głównie tak odbieram książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. ależ niesłychanie piekne ilustracje! chcę ją!

    OdpowiedzUsuń
  20. PistaciowaFerajna27 kwietnia 2015 21:16

    Przepiękne ilustracje. Perełka, którą musimy mieć koniecznie...!:) Przez projekt chyba jeszcze bardziej zacznę się martwić o stan konta:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja nałożyłam sobie tymczasowy szlaban na zakupy książkowe. Inaczej ciężko by było z naszym budżetem ;) Na szczęście już się skończył, więc z niecierpliwością czekam na środę ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kupuj zanim nakład się wyczerpie ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Czy uważasz, że dla niespełna 4-latka ta książka nie będzie zbyt skomplikowana/długa/trudna?

    OdpowiedzUsuń
  24. Mateusz ma 4lata i spokojnie całość na raz czytamy, więc za długa nie jest. Więcej w niej ilustracji niż tekstu. Skomplikowana też nie, bo cała historia jest niezwykle prosta. Trudna raczej też nie. Kilka wyrazów było dla Mateusza niejasnych, ze 3 razy spytał o znaczenie danego słowa i mogliśmy czytać dalej. Myślę, że możesz śmiało ją kupić niespełna czterolatkowi ;))

    OdpowiedzUsuń
  25. Dziękuję. To kupuję :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)