piątek, 6 marca 2015

Mam oko na...miasteczko

Niby książka, ale jednak nie do końca. Chociaż można ją nazwać książką z luźnymi kartkami. Taką totalnie obrazkową, w której najkrótszego zdania człowiek nie uświadczy. A może gra? Też nie bardzo. Układanka? To chyba najbardziej adekwatne określenie. Bo układać można bez końca. W różnych konfiguracjach. I w każdej trzeba mieć oko. Na miasteczko. Przeważnie.


"Mam oko na miasteczko" to jedna z książeczek (no dobra, układanek) z serii Małego MamOko, jak ją roboczo nazywam. O "Mam oko na liczby" i "Mam oko na litery" słyszeli już chyba wszyscy. Napisano o nich wszystko, więc dodam jedynie, że mamy i lubimy. Mateusz pół roku nas prosił o żółte MamOko (tak wiem, wyrodna matka ze mnie), po tym jak te różowe obejrzał z milion razy. Doczekał się i teraz obydwie na stałe zamieszkują WC (nie pytajcie). W listopadzie dołączyła do nich trzecia.




"Mam oko na miasteczko" składa się 25ciu dwustronnych kart przedstawiających ulice miasta. Znaleźć tu można park, plac budowy, stację paliw, komisariat policji, szpital, lotnisko, planetarium i mnóstwo innych budynków spotykanych w mieście. Poza tym ogrom różnorodnych postaci, których przygody można śledzić na 50ciu ilustracjach. Karty są duże i kartonowe. Nie są jednak tak sztywne, by nie dało się ich zgiąć. A te najczęściej używane zaczynają się powoli rozwarstwiać. Trzy, czy czterolatek już zrozumie, że kart nie wolno jeść, czy zginać, ale dla młodszych dzieci mogą one stanowić kolejną zabawkę, która kursuje najczęściej na linii ręka-buzia. I wtedy nie jestem pewna, czy karty wyszłyby z tego cało. Producent proponuje przedział wiekowy 3+ i tego bym się trzymała.






A jak bawi się kartami Mateusz? Z reguły wybiera sobie kilka swoich ulubionych i ogląda je w nieskończoność. Serio, może tak siedzieć i wpatrywać się w te karty z godzinę. Prowadząc dialogi sam z sobą, albo wymyślając historie do danego obrazka. Czasami rozkłada wszystkie karty i buduje z nich miasteczko, by małe samochody miały gdzie jeździć. Często układamy karty tematycznie, np. wszystkie, na których pojawia się motyw wody. Zastosowań kart jest wiele. Można bawić się w tworzenie historyjek poszczególnych bohaterów, rozwiązywać zagadki kryminalne (kto zgubił listy?), wyszukiwać określone przedmioty, bądź układać karty z tymi samymi postaciami. Karty służą nam także jako pomoc podczas opowiadań o działaniu miasta. Układam kilka kart a zadaniem Mateusza jest odpowiedzieć, czy tak ułożone mogą stanowić dobrze funkcjonujące miasto. Mati wie już, że przy placu zabaw nie powinno być fabryki, a przy parku wysypiska.










Karty dają wiele możliwości. Chociaż mi zabrakło instrukcji, bądź ulotki z propozycjami zabaw, w jakie można bawić się z dzieckiem. Autorzy za wielu pomysłów nie podają, a czasami ciężko coś na szybko wymyślić. "Mam oko na miasteczko" jest świetną zabawą pozwalającą rozwijać wyobraźnię, spostrzegawczość, a także poszerzyć zasób słownictwa. Myślę, że dla fanów  serii Mamoko jest to pozycja obowiązkowa, a dla pozostałych świetny sposób na spędzenie czasu z dzieckiem.

A na koniec cztery ulubione karty Mateusza.


"Mam oko na miasteczko"
Tekst i ilustracje - Aleksandra i Daniel Mizielińscy
Wydawnictwo Dwie Siostry


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)