piątek, 13 lutego 2015

Wierszyki, które ćwiczą dziecięce języki

Każdy kto nas zna wie, że mamy w domu niesamowicie energiczne dziecko. Tak samo energiczne, jak i gadatliwe. Ilość wyrzucanych przez Mateusza słów niejednokrotnie przyprawia mnie o ból głowy. Problem jest taki, że nie zawsze ta ilość przekłada się na jakość. Mateusz ma problem z niektórymi głoskami, dlatego wciąż jesteśmy pod opieką logopedy. Z pomocy logopedycznej korzystamy odkąd Mati skończył 6m-c, o czym wspominałam tutaj. I przypuszczam, że to dzięki ćwiczeniom pozbyliśmy się wielu nieprawidłowości w jego wymowie.


Każdy kto zmuszony był do ćwiczeń logopedycznych wie, jakie potrafią być (ekhm!) nudne. Przekonanie trzy-, cztero-, czy pięciolatka do powtarzania tych samych zwrotów jest prawdziwym mission impossible. Każda pomoc w tej kwestii jest na wagę złota. I tę pomoc oferuje książka, która trafiła w nasze ręce.


"Wierszyki ćwiczące języki, czyli rymowanki logopedyczne dla dzieci" to zbiór zabawnych wierszyków, które pozwalają przemycić ćwiczenia logopedyczne tak, by dziecko się nie zorientowało (no, prawie!) i miało z nich frajdę. Większość wierszyków zawiera bowiem śmieszne powtórzenia, które doskonale pomagają małej buzi w nauce poprawnej wymowy. Książka została napisana przez profesjonalistów. Dr n.hum. Marta Galewska-Kustra jest logopedą i pedagogiem dziecięcym, specjalizującym się w terapii opóźnionego rozwoju mowy i zaburzeń artykulacji. Natomiast, Elżbieta i Witold Szwajkowscy są autorami książek dziecięcych oraz różnych pomocy dydaktycznych, które pomagają rozwijać zdolności językowe dziecka.


Książka podzielona jest na trzy części. Część pierwsza, przeznaczona dla czterolatków nie sprawiała Mateuszowi żadnych kłopotów. Znajdziemy tutaj między innymi ćwiczenia na "P", "B", "M", "F", "W", "T" i wiele innych. Te głoski Mati ma opanowane już od dłuższego czasu, więc wierszyki z tej części czytamy dla frajdy i utrwalenia powyższych głosek.






Za zgodą naszej logopedy (tak, pokazałam książkę naszej logopedzie) przeszliśmy do drugiej części, tej dla pięciolatków. A tutaj to już wyższa szkoła jazdy. Same "Sz" "Ż" "Cz", wszytko szeleszczące i wymagające nie lada skupienia od Mateusza. I chociaż wypowiedzieć je potrafi bardzo ładnie (pomińmy "Cz", nad którym pracować będziemy później), to w codziennej rozmowie zapomina o prawidłowej wymowie tych głosek. I ćwiczyć musimy codziennie, żeby w nawyk weszła poprawna ich artykulacja. Dlatego książka jest świetną odmianą po ciągłym (nudnym!) powtarzaniu tych samych zwrotów. Dość już mamy małego Tomka i dużego Tomasza*! A na deser, w części dla pięciolatków znajdują się ćwiczenia na "R", za które na razie nawet się nie zabieramy.






Część trzecia to ćwiczenia dla chojraków, którzy opanowane mają wszystkie głoski prefekcyjnie. Wierszyki w tej części mają standardową formę. Nie zawierają, charakterystycznych dla poprzednich części, powtórzeń. Co nie oznacza, że są nudne!




W książce, oprócz wierszyków, znajdziemy także masę wskazówek, fachowych informacji, a także zapytań skłaniających osobę czytającą do wyjaśnienia dziecku niektórych zwrotów. Jest to świetny sposób na poszerzenie słownictwa maluchów. Rodzic dowiedzieć się może, które głoski powinny wymawiane być dźwięcznie, a które bezdźwięcznie, na co zwrócić uwagę przy wymawianiu poszczególnych wyrazów, a także kiedy udać się do logopedy. Dzieci dowiedzieć się mogą, kto to jest kinoman, lub co oznacza słowo znużony. Bardzo podobają mi się te wtrącenia.







"Wierszyki(...)" są świetnym uzupełnieniem ćwiczeń logopedycznych. Mogą być także czytane dzieciom, które nie mają problemów z wymową. Nic nie stoi na przeszkodzie, by poćwiczyć trochę buzię i przygotować ją na trudniejsze wyrazy. Moim zdaniem wierszyki, które znajdują się w książce można z powodzeniem czytać już trzylatkom. My, sporo przed trzecimi urodzinami pozbywaliśmy się u Mateusza "J", które notorycznie zastępowało "L", czy "L", które wskakiwało w miejsce "Ł". Warto wszelkie nieprawidłowości skonsultować z logopedą. A same ćwiczenia nie muszą być nudnym obowiązkiem, czego przykładem jest powyższa książka. Żałuję tylko, że nie zawiera ona wierszyków pomagających ćwiczyć grupy spółgłoskowe, z którymi Mateusz ma problem. I tak zamiast chwila mamy wciąż fchila a zamiast krwi mamy kwli ;) Ale i to, mam nadzieję, wypracujemy z czasem.

I jako ciekawostkę dodam, że książkę otrzymaliśmy na chwilę przed wizytą u logopedy, więc podczas zajęć miałam ją przy sobie. Nasza p.logopeda przejrzała ją, poczytała z Mateuszem kilka wierszyków, orzekła, że jest "świetna i bardzo pomysłowa", a na końcu spisała tytuł i autora, i powiedziała, że kupi. Lepszej rekomendacji chyba nie trzeba!



"Wierszyki ćwiczące języki, czyli rymowanki logopedyczne dla dzieci"
Tekst: M. Galewska-Kustra, E.W.Szwajkowscy
Ilustracje: J. Kłos
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 



Więcej informacji dotyczących tego, na co zwrócić uwagę w wymowie dziecka, kiedy zgłosić się do logopedy, przygotowania do wizyty, a także przebiegu badania logopedycznego znajdziecie tutaj Droga do siebie (KLIK).






*jedno z ćwiczeń logopedycznych

3 komentarze:

  1. Jakbym o energicznym i gadatliwym Miesiu czytała:) Miesio kiedyś mówił ok, ale ostatnio jakby mniej wyraźnie. Logopeda mówi, że to taki okres. plus przeinacza wszystko- logopeda mówi, że to hiperpoprawność;) Problemów logopedycznych nie znalazła, trochę za długie wędzidełko, ale kazała nie obcinać. Na "r" ma ponoć czas i nasza logopeda stwierdziła, że skoro jest "l", to będzie i "r". Czasem Miesio gada jak nakręcony i wyrzuca z siebie tyle słów na raz, ze nie sposób Go zrozumieć :) i uparciuch, jak raz wymówi jakieś słowo w określony sposób- nie daje się przekonać do zmiany. I tak "naprawdę", to "natwalde", "zobacz", to "wobacz" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, nasi chłopcy są zadziwiająco do siebie podobni ;)
      Na "r" mają jeszcze sporo czasu. Nasza logopeda twierdzi, że ok. 6 roku życia powinno się pojawić. Ja martwię się głównie wywalaniem języka między zęby, chociaż już jest lepiej niż było.
      Też fajne "kwiatki" pojawiają się w mowie Mieszka ;)

      Usuń
  2. Oprócz mleka z kawą i dużą ilością cukru, mamy podobny kolor ściany? :)
    Do takich książek podchodzę jak do jeża... ale widzę, że chyba warto mieć ją na półeczce. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)