piątek, 6 lutego 2015

Przede wszystkim, zaufaj!

Mam wrażenie, że kwestia zaufania do dziecka spychana jest przez rodziców maluchów na dalszy plan. Ba, mam wrażenie, że w przedziale wiekowym 0-4lata takie pojęcie nie istnieje. Bo matka wie najlepiej! Lepiej od dziecka. A wystarczy posłuchać, co nasz maluch ma do powiedzenia. Nawet, gdy mówić jeszcze nie potrafi.


Tak rodzicu, zaufaj mi, gdy mówię, że się najadłem. Gdy pluję jedzeniem i nie chcę przełknąć tej zielonej papki, też. Mam prawo jej nie lubić. Ty też nie lubisz wszystkiego! Zaufaj, gdy wspinam się na drabinki na placu zabaw. Gdy chcę zjechać z tej wielkiej zjeżdżalni. Nie mów, że sobie nie poradzę, że spadnę, czy jestem za mały. Zaufaj, gdy mówię, że mi za ciepło. Zaufaj, gdy chcę sam pokroić chleb. Mam już 4lata. Potrafię to zrobić! A jeśli nie potrafię, to mnie naucz. Naucz mnie wierzyć w siebie!

Uwierz w swoje dziecko, rodzicu! Ono naprawdę wie, co jest dla niego dobre. Nie zniechęcaj dziecka, mówiąc, że sobie nie poradzi. Zabraniając wszystkiego nie nauczysz malucha samodzielności. Nauczysz jedynie, że rodzice zawsze go we wszystkim wyręczą. Nauczysz, by nie ufało swoim uczuciom. Jak ma to umieć, skoro jego uczucia były negowane? (Ubierz czapkę, bo ci zimno). Jak ma nauczyć się podejmowania decyzji, skoro rodzice nie pozwalali podejmować nawet tych najprostszych? Postępując w ten sposób nauczysz je, by nie wierzyło w siebie. Bo jak ma wierzyć w to, że poradzi sobie podczas egzaminu czy na randce, skoro rodzice nie wierzyli, że poradzi sobie na zwykłych drabinkach?

Wychowanie dziecka nie polega na zabranianiu wszystkiego. Nie polega też na pozwalaniu na wszystko. Bo nie chodzi o to, by pozwolić maluchowi włożyć palec do kontaktu, bo powiedziało, że nic mu się nie stanie. Nie chodzi o to, by pozwolić dwulatkowi na samodzielne robienie herbaty, bo powiedziało Ja siam!. Zaufanie dziecku nie zwalnia rodzica z odpowiedzialności za nie. Chodzi o to, by nie zabraniać poznawania świata. By nie zabraniać tego, co dla dziecka jest naturalne. By zachęcić do pokonywania przeszkód, a nie do poddawania się. By stawiać dziecku poprzeczkę adekwatną do wieku. By zaufać swojemu maluchowi. Nauczyć go, jak ma radzić sobie z przeszkodami. Jak ma je pokonać, a nie od nich uciekać.

Tak wiem, że boisz się o swoje dziecko. Ja także się boję. Jak każda matka. Strach o dziecko mamy wpisany chyba w nasz kod genetyczny. Jednak, nie zarażaj dziecka swoimi lękami. Twoje obawy nie dają ci prawa do hamowania w dziecku naturalnej potrzeby poznawania świata. O swoje dziecko bać się będziesz zawsze. Gdy wchodzi na drabinki, gdy pojedzie na pierwszą wycieczkę klasową, gdy pójdzie na pierwszą imprezę. Zawsze! Ale nie pozwól, by ten strach w jakiś sposób ograniczał Twoje dziecko. W ten sposób nie uchronisz go przed niebezpieczeństwem. A dziecko więcej się nauczy, gdy spróbuje i mu nie wyjdzie, niż gdy nie spróbuje w ogóle. Pozwól dziecku wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. Nawet, gdyby miały skończyć się siniakiem.

Dawno temu posłuchałam mądrej lekarki prowadzącej Mateusza. Powiedziała, że syn ma żyć normalnie, że mamy go nie ograniczać w żaden sposób. Że może żyć normalnie. Sportów wyczynowo uprawiać nie będzie, co już jest pewnym ograniczeniem. Ale obiecałam sobie wtedy, że postaram się, by miał szczęśliwe dzieciństwo. Bez matki zakazującej wszystkiego ze strachu. Niech smakuje życie! A mnie, jeszcze nie raz serce stanie na widok akrobacji, jakie wyprawia Mateusz. Ale chyba z tych małych pauz serca składa się życie rodzica. I nasze dzieci też kiedyś tego doświadczą. I może przypomną sobie, że mogły bez barier i lęku wspiąć się tak wysoko, by dotknąć nieba. I pozwolą tego nieba dotknąć także swoim dzieciom. 

Zaufaj swojemu dziecku. Uwierz w nie, bądź uważnym obserwatorem i słuchaj, co do ciebie mówi. Bo z dziecka, w które wierzył rodzic, wyrośnie dorosły wierzący w swoje możliwości. Co zrobisz, gdy Twoje dziecko zapragnie zostać pilotem samolotu? A przecież Ty panicznie boisz się latania. Zabronisz?










2 komentarze:

  1. Martuś masz trzeba ufać i dawać dzieciom działać. Ja moim chłopakom pozwalam robić wszystko co chcą, co nie zabrania ich życiu! Heh, jak to zabrzmiało! Ale taka prawda, Ignaś często mi pomaga i kroi normalnym nożem warzywa - i nadal ma wszystkie palce! Janek kiedy tylko chce tnie normalnymi, ostrymi nożyczkami i oprócz dwóch wyciętych dziur w bluzkach nic mu się nie stało! Chłopcu wchodzą gdzie chcą, nawet na zjeżdżalnie dla dużych albo na samą górę pajęczyny z lin, nawet ich zachęcam do tego! Za to zawsze jestem blisko, tak na wszelki wypadek, gdyby trzeba było któregoś ratować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne podejście do Twojego. Tylko nie zawsze stoję obok, bo musiałabym po krzakach i drzewach za Mateuszem biegać. A kondycja już nie ta, co kiedyś ;) No i z mężem nieustanne boje toczymy, bo on drży o pierworodnego bardziej ode mnie i więcej zabrania ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)