środa, 18 lutego 2015

Kocham.

Kocham. Te niebieskie oczy wpatrzone we mnie każdego dnia. Uśmiech, który prawie wcale nie schodzi z twarzy. Rozwiane loki, których uczesać nie sposób. Długaśne rzęsy, których już dzisiaj mu zazdroszczę. Buziaki na dzień dobry. I te dawane w przelocie. Wypowiadane codziennie przed zaśnięciem Kocham cię, mamusiu. Małe paluszki, które potrafią zbudować niestworzone budowle z klocków. Tupot małych stópek. Nawet o drugiej w nocy. Dźwięk piosenek, które śpiewa każdego dnia. Przytulasy bez okazji na środku chodnika. Ciepłą rączkę zamkniętą w mojej dłoni. Ciężar, który ładuje się na kolana i domaga opowieści. Szalone pomysły, które rodzą się w zastraszającym tempie w tej blond główce. Kocham.


Kocham. Małego buntownika, którego rano przekupić trzeba, żeby raczył się ubrać. Nerwusa, który wpada w rozpacz, gdy coś mu nie wychodzi. Gadułę, wyrzucającego z siebie słowa z prędkością rakiety. Upariucha, który jęczy ciągle Czytaj, czytaj, mamusiu czytaj! Wiercipiętę, który usiedzieć chwilę ma problem. Psotnika, który ciągle szuka zaczepki. Pana Ja sam!, który nawet placki na obiad sam chce smażyć. A później domaga się naklejenie plasterka. Bo się oparzył. Chłopca, który najszczęśliwszy jest, gdy ma całą rodzinę wokół siebie. Gdy wszystkie oczy w jego kierunku spoglądają. Marzyciela, który pragnie zostać strażakiem. I który niesamowicie wierzy w siebie i swoje możliwości. Kocham.

Kocham. Gdy śpi. Gdy bawi się. Gdy czyta. Gdy je. Gdy rozrabia. Gdy biega. Gdy tańczy. I śpiewa. Gdy dłubie w nosie. Gdy nie słucha, co do niego mówię. I gdy wsłuchany jest w każde moje słowo. Gdy się złości. Gdy się martwi. Gdy się cieszy. Gdy mówi prawdę. I gdy kłamie. Gdy zadaje milion pytań na minutę. I gdy pogrążony jest w ciszy. Gdy jęczy, bo mu źle. Gdy płacze. I gdy się śmieje. Gdy mnie potrzebuje. I gdy radzi sobie beze mnie. Gdy marzy. A także wtedy, gdy mnie wkurza. Gdy jestem zła. Gdy mam dość. Gdy jestem zmęczona. I gdy jestem wypoczęta. Kocham. Zawsze! I nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mogłabym uderzyć. Nie daję klapsów. Bo Kocham swojego syna!










Walentynkowa odsłona akcji "Kocham. Nie daję klapsów".

4 komentarze:

  1. Miłość matki i dziecka - bezcenne. To najlepsze co może w życiu spotkać kobiete.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, też tych rzęsisk Im zazdroszczę ! :)
    Nigdy nie dałabym świadomie klapsa (są rodzice dla których to metoda wychowawcza), ale nie ukrywam też, ze czasem nie zapanuję nad sobą w 100%. I chwycę za mocno za ramię, wrzasnę zamiast spokojnie wytłumaczyć, ubiorę czapkę na siłę. To też przemoc. Myślę, że każdy rodzic ma mniejsze/ większe grzeszki. Wiedzieć co się robi źle i starać się panować nad sobą- to też istotne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadadzam się. Klaps nie jest żadnym rozwiązaniem. Może i sprawi, że dziecko zamilknie, ale nie rozwiąże problemu. Nie sprawi, że dziecko nagle zrozumie dlaczego zachowało się tak, a nie inaczej. Poza tym, uczę Mateusza, że nie wolno bić nikogo. Więc jak miałabym później wytłumaczyć, dlaczego go uderzyłam? Czysta hipokryzja.
      Masz rację, przemoc to nie tylko klaps. O ile ręka mnie nie świerzbi, tak nad podniesiem głosu czasami trudno mi zapanować. I tak, jak napisałaś - najważniejsze, to wiedzieć jakie błędy popełniamy jako rodzice i starać się pracować nad sobą. Bo co niektórzy, uważają, że tylko nad zachowaniem dzieckiem powinno się pracować. I przeczą sami sobie, zapominając, że te małe brzdące uczą się przez obserwację, naśladując dorosłych.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)