środa, 31 grudnia 2014

Grudniowy bajzel, czyli domowe kadry okołoświąteczne

Przygotowania. Przez 25 dni Skrzaty dbały o to, byśmy się nie nudzili. Codziennie jakieś zadanie, jakaś drobnostka w szufladce, lub książka. Pieczenie pierniczków, stemplowanie papieru do pakowania, słuchanie kolęd, czy zimowy spacer. Sporo tego było. Chociaż codziennie rano improwizowałam z listami. Złośliwość rzeczy martwych sprawiła, że Skrzaty wciąż trzy listy na zmianę podrzucały. Leniwe, bestie!
 

 
 
 
 
 
 
Wigilia. Wypatrywanie Mikołaja i bieganina od okna do okna. Mamusiu, ale ja widziałem ten magiczny pył. Naprawdę! Wierzę, synku! Ja też go widziałam. Tylko Oliwka podśmiewała się pod nosem. Ze mnie chyba też. A jeszcze nie tak dawno, wierzyła w elfy mieszkające w naszej wannie. Jest! Już jest! I pęd do drzwi, by jako pierwszy mógł przywitać Mikołaja. Jaki Pan jest duży, Panie Mikołaju! Mikołajowi na chwilę odebrało mowę. A później to już jedna wielka radość i popisy. Recytowanie wszystkich wierszyków jakie zna, śpiewanie kolęd i piosenek. Tańce i śmiechy. Mikołaja oczarował. A prezentami zachwycony jest do dnia dzisiejszego. 
 
 
 
 

Druga Wigilia. Jak co roku żal, że ten czas dzielić trzeba na pół. Może kiedyś...Spokojniej już. Brzuchy już w szwach pękały, więc i sił mniej było. I tylko prababci nam brakowało przy wigilijnym stole. Opłatek. I żebyś nie chorował/a do następnych Świąt! - takimi życzeniami Mateusz wszystkich obdarował. -Synku a gdybym ci siostrzyczki życzyła? -Taaak! Jesteś kochana, mamusiu! Takie to życzenia między nami były. Bo nigdy nie wiadomo co los nam szykuje... 





Boże Narodzenie. Szopka w kościele nie wzbudziła entuzjazmu. Fakt, mizerna była. Mamo, a dlaczego Panowie nie śpiewają w tym kościele? Spojrzenia wszystkich skupiły się na nas. Szczególnie po stwierdzeniu Ja tutaj nie byłem nigdy w życiu! Był. Może nie tak często, jak powinien, ale jednak. Świąteczny obiad u dziadków. I nocny spacer do domu. Zimno było, jak diabli! I jeszcze rozgrywki w Kamelota przy świątecznym stole. Oj, bardzo trafiony to był prezent! Najbardziej chyba mi przypadł do gustu...






Urodziny prababci. 83cie! Na wsi. Przy piecu kaflowym grzaliśmy dłonie. Bo zachciało nam się biegania po zaśnieżonych polach. A zima na wsi nie jest taka jak w mieście. Niby niedaleko, a zastaliśmy prawdziwą Krainę Lodu. Tylko mróz na naszych polikach malował czerwone jabłuszka. Matka winem rozgrzewać się musiała. Ale chyba lekko wywietrzałe już było...










Zniknęliśmy. Na jakiś czas wciągnęła nas świąteczna atmosfera. Powolutku wygrzebujemy się, chociaż jedną nogą wciąż pod tym kocem jesteśmy. Ze stertą książek i gorącą herbatą z miodem. I chociaż druga już tupie z niecierpliwością, to spod tego koca życzymy Wam Szczęśliwego Nowego Roku! Do zobaczenia za rok, Kochani!








14 komentarzy:

  1. Piękne migawki. Szczęśliwego Nowego Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Wam także życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

      Usuń
  2. przepiękne zdjęcia! mają magie!

    OdpowiedzUsuń
  3. w jaki sposób zrobiony jest ten krasnal w słoiczku? bardzo ciekawy pomysł! zdjęcia rewelacja ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki :)
    Zrobienie takiej śniegowej kuli nie jest skomplikowane. Krasnala trzeba przykleić na "kropelkę" do nakrętki słoika po dżemie. Do słoika wlać wodę, kilka kropel gliceryny i wsypać brokat. Wewnętrzne ścianki nakrętki posmarować klejem i szybko zakręcić słoik. Poczekać aż wyschnie, udekorować (u nas taśma ozdobna i sznurek) i gotowe! Tylko porządnie trzeba przykleić figurkę i lepiej użyć nakrętek płaskich, takich które "nie odbijają" przy pierwszym odkręceniu ;) No i trzeba liczyć się z tym, że przez tydzień wszystko będzie w brokacie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne kadry! Ale Mateusz ma rzęsiska obfite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :*
      Rzęsy po tatusiu. Mnie natura poskąpiła, niestety ;)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Tak przyjemny, że teraz ciężko wrócić do rzeczywistości poświątecznej ;)

      Usuń
  7. Tak pięknie, że aż się rozmarzyłam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. już mi tęskno do następnych świąt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi na razie wystarczy świętowania. Oj, ciężko mi teraz (dosłownie!) wrócić do rzeczywistości. Jakaś bieżnia by się przydała żeby rozpędu nabrać ;) Ale daję sobie jeszcze chwilkę...

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)