wtorek, 11 listopada 2014

Powroty

Tylko nasze są. Chwile, gdy wracamy z przedszkola. Moje i Mateusza. Chwile, gdy mamy czas na spacer, rozmowę i zabawę w lodziarnię, w pociągu na placu zabaw. Czas na spacer po lesie, szukanie wiewiórek i szyszek. To wtedy dowiaduję się najwięcej. Co robił w przedszkolu, dlaczego Wojtuś siedział przy innym stoliku, i co było na obiad. To wtedy opowiada, że pani Sylwia pogłaskała po głowie, gdy zasnąć nie mógł. Że ułożył sam puzzle, których układać nie chciał. W obawie, że nie da rady. Że nie było Gabrysi, a z Basią bawili się w policjantów. Że byli na pierwszym spacerze, i szedł w parze z Wojtkiem. I że Wojtuś poczęstował go Mambą. Że na obiad była zupa cukierkowa, a z budyniu tylko konfiturę zlizał. Że pani Agnieszka znów na miotle przyleciała. Z czerwonym magnetofonem. I znowu piosenkę o autobusie włączyła. 
Uwielbiam te nasze rozmowy, które jeszcze we wrześniu odbywały się tuż przed spaniem. Niemiłosiernie przedłużając moment zasypiania. A teraz? Z niecierpliwością czekam na kolejne historie z przedszkolnego życia. Na historie, które podczas drogi do domu umilają nam czas. Takie są te nasze powroty. Do domu, w którym czeka ciepła herbata i wspólne czytanie. Czekają klocki lego i kolorowanki, które coraz częściej pochłaniają go na godziny. Takie spędzane samotnie, w krainie wyobraźni. I tylko czasami mamę do tej krainy wpuści. A ja mam nadzieję, że powroty pozostaną wspólne. Nasze. Jak najdłużej.










3 komentarze:

  1. Mój chodzi do zerówki, ale ma 5 lat również mi opowiada w drodze do domu swoje przeżycia cudowne uczucie każdej matki ;) a twoja historia opisana jest przecudowna :P

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)