środa, 14 maja 2014

"Czarna krowa w kropki bordo, gryzła trawę kręcąc mordą (...)"

Tym razem będzie o krowie, która jednak czarna nie jest. Bordowych kropek też nie posiada, a oprócz trawy, stokrotki jada. Poranną gimnastykę robi i kąpie się w błocie. Podejrzewam ją nawet o ADHD. Na imię ma Lukrecja. I jest piękna, po prostu. Wyszła spod ręki Diany Karpowicz, więc cóż się dziwić.



I taka z tej krowy - krowa, że nawet tekst Przemysława Wechterowicza schodzi na dalszy plan. Jest go niewiele i stanowi jedynie dodatek do pięknych ilustracji. Bo w tej książce to, co najpiękniejsze jest wymalowane. I to tak, że aż czuć teksturę farby pod palcami.



Przyjemność sprawia już samo dotykanie tych kartek. To tak, jakby dotykać obrazów olejnych zamkniętych w książce. Ja się zakochałam.




A Mateusz? No, cóż. Polubił tę śmieszną krowę, ale książka nie porwała go swoją historią. Tekstu jest za mało, jak na mojego trzylatka. I nie jest on szczególnie porywający. Owszem, czytamy tę pozycję czasami. Ale to czytanie jest jakby w tle do podglądania przygód Lukrecji. No i znacznie częściej sięgam po tę książkę sama. Aby obejrzeć po raz setny tę fioletową krowę.




Mimo, iż Mateusz nie oszalał na punkcie tej książki, to i tak ją polecam. Wszak, dzieci trzeba uwrażliwiać nie tylko na piękno słowa pisanego, ale obrazu także. Przypuszczam jednak, że książka spodoba się przede wszystkim młodszym dzieciom. Ja żałuję, że nie kupiłam jej wcześniej.




"Lukrecja"
Tekst: Przemysław Wechterowicz
Ilustracje: Diana Karpowicz
Wydawnictwo: Ezop Agencja Edytorska

2 komentarze:

  1. piękna książka!
    Kornelia uwielbia krówki :)
    muszę kupić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim przypadku koniecznie musisz kupić :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)