poniedziałek, 30 grudnia 2013

Z Mikołajowego wora posypało się...

...książkami, przede wszystkim!


Głównie dla Mateusza, chociaż mamie też dwie wpadły. Co z tego, że kucharskie ;)
Zabawki Mateusz też dostał, oczywiście. I to na nie - na razie - jest szał. Książki czekają grzecznie, ustawione na półce. Wieczorami, przed snem Mati sobie o nich przypomina. Jak już zaparkuje wszystkie auta, pociągi do warsztatu odstawi a mechanicy spać pójdą. Wtedy jest czas na czytanie.

O przygodach znajomego Alberta, który helikopter sobie zrobił. I wcale piły nie używał! Co z tego, że palec boli bo Albert młotkiem się uderzył. Najważniejsze, że tata pobawił się z synem.


O małej gwiazdce, która spadła z nieba. O małych krasnalach w kapeluszach, które chciały uzdrowić gwiazdkę. A nie była to zwykła gwiazdka, jakich tysiące na niebie. Ta była wyjątkowa. Wskazywała, bowiem drogę do Betlejem. Piękna opowieść o dziecięcej wierze w cudowną moc przytulania.


O misiu, który szuka wokół siebie wyrazów na literkę "B". O misiu, który bardzo chce przepłynąć łódką po kanale. I o chłopczyku, któremu równie bardzo zależy na tym samym. Kto wygra? Przeczytajcie Paddingtona!


Na razie czytamy te trzy pozycje. Resztę głównie oglądamy, czytamy wybrane fragmenty i opowiadamy historyjki. A kiedy Mateusz zasypia, mama sama czyta o skrzatach i przegląda strony elementarza. Bo choć uczyła się z innego, ten również przypomina o dawnych czasach i wnosi nutkę nostalgii.

1/2/3/4/5/6/7/8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)