niedziela, 29 grudnia 2013

Poświątecznie

Wracamy do blogosfery. Objedzeni tak, że aż brzuchy pękają w szwach. I zadowoleni z mikołajowych prezentów.

Z potraw wigilijnych Mateuszowi najbardziej smakowała pieczona ryba i barszcz czerwony. Bez uszek, bo fuj! No cóż, więcej dla mamy było. I opłatek, jeśli można nazwać go potrawą.  
Po kolacji wyglądał pierwszej gwiazdki i nasłuchiwał dzwoneczków. I przez okno dostrzegł światełka sań Świętego Mikołaja. Naprawdę! 


A Mikołaj? Był, oczywiście. Mateusz sam drzwi otworzył Świętemu i dzień dobry grzecznie powiedział. A ten Pan W Czerwonej Czapie okazał się świetnym kumplem, z którym pogadać można było, przybić piątkę i żółwika zrobić. Zero tremy, zakłopotania, czy wstydu. Jak można bać się kogoś, kto prezenty daje? Mati wierszyki pięknie wyrecytował i prezentów oczekiwał. 


Święty Mikołaj hojny się okazał. Chyba w podzięce za te wierszyki i ich modyfikacje. Bo Mateusz nawet swoją wersję wierszyka dla Świętego przygotował: "Mikołaju, cóż ci dam? Jedno serce, które mam..."


 
Co Mikołaj wyjął z wora? Powiemy jutro :)
A Wam, jak minęły Święta?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po swojej obecności tutaj :)