Koszyk

Z zawiniętej w białą bibułę i przewiązanej cienkim sznurkiem paczki wypadają pocztówki. Fruną łagodnie w powietrzu, jakby tańczyły na wietrze. W końcu uderzają o podłogę, na którą zimowe słońce rzuca blade światło. Sześć miniaturowych obrazów. Piękne są. Tak, jak książka, której zielony brzeg wystaje spod białego papieru. Jeszcze drukiem pachnie. Jeszcze nie znam historii, którą chce przekazać. Oddycham głęboko. Za chwil kilka przekonam się, że twarda oprawa skrywa opowieść pisaną sercem. Sercem każdej kochającej matki.

Kartonówki z Naszej Księgarni

Budzą mieszane uczucia. Jedni je kochają, inni...nie rozumieją. Ale faktem jest, iż całokartonowe książki przestały traktowane być po macoszemu. Niemały w tym udział ma Wydawnictwo Nasza Księgarnia, która od wielu lat wypuszcza na rynek kartonowe picturebooki (np. serie "Opowiem Ci mamo", "Pucio", czy "Rok w..."). A najfajniejsze jest to, iż obalają mit jakoby ich odbiorcą mogły być tylko maluszki. Dzisiaj obrazkowe książki trafiają nie tylko w obślinione rączki i wszystkożerne paszcze roczniaków, czy dwulatków. Kartonówki mogą cieszyć także siedmioletnich łobuziaków, a nawet (i to bardzo często) wprawiać w zachwyt ich (trochę starszych) rodziców. Zobaczcie jakie kartonówki sprawiły ostatnio, że z zachwytu zbieramy szczęki z podłogi.

Powrót Pucia

Pucio zadomowił się u nas na dobre. Zerka z komody w pokoju chłopców, przesiaduje z nami w salonie, wdrapuje się na stół w jadalni, wyleguje się w naszej (rodziców!) sypialni i nawet do wc zagląda, bezwstydny! Jest wszędzie! Przenoszony małymi rączkami z kąta w kąt. Przerzucany z torby do plecaka. I odwrotnie.  Zawsze w pobliżu najmłodszych czytelników. Nie odstrasza go przydeptywanie pulchnymi stópkami i głaskanie obślinioną rączką. Nic mu nie straszne! Znajdzie nawet sposób na problemy logopedyczne swoich małych przyjaciół.

Jak przygotować dziecko do pójścia do szkoły? Nasze TOP10 sposobów, które pomogły Mateuszowi oswoić temat szkoły

Niesamowite jest to, jak odpowiednimi działaniami możemy pomóc naszym dzieciom przygotować się do nadchodzących w ich życiu zmian. Jak możemy wspierać i kształtować ich postawy oraz uczyć odpowiednich zachowań. Jak, wyposażeni w odpowiednie narzędzia, możemy oswajać dziecięce lęki, rozwiać kryjące się w małych głowach wątpliwości i pomóc przetrwać trudniejsze chwile. A tych w dziecięcym świecie nie brakuje. Szczególnie, jeśli mamy w domu małego wrażliwca, a otoczenie zamiast wspierać, straszy bądź nastawia negatywnie do nadchodzących zmian. Tak niestety było w naszym przypadku.

Time to school

Stało się! 3 września po raz pierwszy przekroczył próg szkoły jako uczeń. Debiutant. Pierwszoklasista. Gotowy, chociaż nie pozbawiony obaw, do rozpoczęcia szkolnej przygody. Z trzyletniego chłopca, który marzył, by stać się przedszkolakiem i bez żadnych zahamowań, pewnym krokiem wkroczył w grupę rozkrzyczanych maluszków (klik), stał się uczniem, siedmioletnim chłopcem świadomie rozpoczynającym kolejny etap edukacji. Dumna jestem z niego, niesamowicie! Tylko my wiemy, jaki ogrom pracy wykonał, by przezwyciężyć swoje szkolne lęki zasiane nieumyślnie przez innych (o tym w następnym wpisie). Za nami nieprzespane noce, godziny rozmów i miesiące pracy nad tym, by szkoła przestała być budzącym przerażenie potworem. Udało się! Mamy w domu dumnego pierwszaka, który po pierwszych dniach w szkole stwierdził, że "jest fajnie, tylko szkoda, że tak mało prac domowych jest zadawanych". Chyba całkiem nieźle rokuje to na przyszłość? A ja, mam jedynie nadzieję, że system go nie zje. Że nadal będzie umiał swoją wyobraźnią kolorować świat, a ciekawości nie zamieni na znudzenie. Że wciąż będzie miewał zdarte kolana, brudne ręce i czas na budowanie szałasów. Pozostań sobą, synku! I podążaj dumnie tą szkolną ścieżką!

Wielka Księga Wartości

Kiedy na świecie pojawia się dziecko, rodzice stają przed ogromnym życiowym wyzwaniem. Po pierwszym sprawdzianie, jakim jest pielęgnacja i ogarnięcie małego zawiniątka, przychodzi taki moment, w którym człowiek uzmysławia sobie, że nie tylko o to w rodzicielstwie chodzi. I o ile na początku tej rodzicielskiej drogi, życie faktycznie toczy się wokół karmienia, przewijania, odbekiwania, zmieniania pieluch, usypiania i tulenia, to w pewnym momencie przychodzi olśnienie (raczej szybciej niż później), że mamy przecież do wychowania małego człowieka. Nauczenie go samodzielnego jedzenia, wydawania dźwięków zrozumiałych dla społeczeństwa i sikania w odpowiednich miejscach - to wszystko jest niczym w porównaniu z wychowaniem tego małego stworka na porządnego człowieka. Rodzic ma do wykonania ogrom pracy. Jak przekazać najważniejsze wartości, nauczyć odróżniania dobra od zła i funkcjonowania w tym zwariowanym świecie? Nie od dzisiaj wiadomo, że dzieci uczą się przez obserwację. Chłoną wszystkimi zmysłami to, jak zachowuje się najbliższe otoczenie i...idą z tym bagażem w świat. A naszym zadaniem jest spakować go tak, by nie ciążył im całe życie. Najlepiej przy pomocy wartościowych książek.

Zeszyty kreatywne #5 - Absolutnie fantastyczne!

Jestem beznadziejnym przypadkiem rodzica kupującego niedorzeczne ilości książek z zadaniami dla dzieci. I żeby to moje starsze dziecko zaglądało chociaż do połowy z nich, to może wyrzuty sumienia miałabym mniejsze. Ale gdzież tam! Spośród piętrzących się zeszytów wybierze jeden. I męczy go do ostatniej strony. Nic dziwnego, że karton z tymi zeszytami wciąż stoi w naszej  graciarni sypialni. Nie powiem, przydaje się czasami. Kubek jest gdzie odstawić. Krzesła podsuwać nie trzeba, żeby z pawlacza coś sięgnąć. A w podbramkowej sytuacji (Mamo! Prezentu nie mamy dla "X") czerpać można, jak ze studni. Większość z nich, czeka jednak na Bruna (łudzę się jeszcze!). Chociaż zdarzają się takie, po które Mateusz sięga z nieskrywaną radością. Bo są absolutnie fantastyczne!

Ulubione w...

Postanowienia postanowieniami, a życie swoje. Miał być cykl. Comiesięczny spis ulubieńców. Hmmm. Czy dwa wpisy to już cykl? ;) A że raz na pół roku? No cóż. Lepiej późno niż wcale, prawda? Do styczniowych ulubieńców mogę dopisać kolejnych. Książki, płyty, ulubione miejsca w wirtualnej przestrzeni. Wszystko to, co w ciągu ostatnich kilku miesięcy zachwyciło mnie totalnie. Plus trochę ulubionych zdjęć z naszego domowego albumu. Zobaczcie. Może i Wy znajdziecie tutaj coś dla siebie?


Skatepark + kod rabatowy Mivo

Chociaż brakuje w naszym mieście takiego z prawdziwego zdarzenia, to ten który jest wystarcza na nasze potrzeby (jeszcze!). Skatepark - miejsce, w którym siedmioletni chłopiec może spożytkować swoją energię bez przemeblowania połowy mieszkania i godzinnego sprzątania po zabawie. Hulajnoga, rolki i dzikie bieganie po rampach! Mateuszowi do szczęścia nie potrzeba tam nic więcej (no może jeszcze nieograniczony dostęp do lodów). Dzisiaj zapraszamy na fotorelację z minisesji, która powstała we współpracy z Mivo Shoes (na końcu wpisu czeka na Was niespodzianka!). Nasz siedmiolatek w swoim żywiole. Bo latem najważniejsza jest dobra zabawa! I lody!

Zwariowane pojazdy

Boys rules! O tak! W naszym domu zdecydowanie rządzą faceci. Zwłaszcza ci najmłodsi, którzy każdego dnia wytrwale budują swój chłopięcy świat utkany głównie z klocków lego, eksperymentów, pojazdów i książek. Piękny świat! Chociaż czasami zastanawiam się, czy to tornado przeszło, czy jakiś wybuch nastąpił na tych ich kilku metrach kwadratowych. Mimo tego, że rzeczywistość z samymi chłopakami na pokładzie bywa wkurzająca i wykańczająca, to częściej jest pełna śmiechu, ciekawa i zaskakująca. Zwariowana! Tak, jak książka którą Bruno notorycznie pożycza od starszego brata.