czwartek, 1 grudnia 2016

Zaczarowany grudzień


- Mamo, chodź zobacz! - rano otworzył oczy i przybiegł podekscytowany do kuchni. Wziął mnie za rękę, zaprowadził do pokoju i usiadł na łóżku. - Zobacz. Skrzaty były w nocy. Wyszeptał. Jakby nie chciał ich spłoszyć. - Dzisiaj pierwszy dzień grudnia. Tak. Czekał na ten dzień od dawna. Pierwsze tegoroczne pytania o skrzaty pojawiły się w okolicach sierpnia. Pamiętał. I wierzy. Nadal wierzy w skrzaty, elfy i Świętego Mikołaja. I dopóki będzie wierzył, dopóty będę bawiła się w dobrą wróżkę czarując kolejne kalendarze adwentowe, wymyślając zadania i upychając po szafach kolejne książki, gry i drobiazgi. Dla jego wspomnień. Dla tego błysku w niebieskich oczach. I uśmiechu. Warto zaczarować grudzień.

- Mamo dlaczego skrzaty nie przychodzą do wszystkich dzieci?
- Bo przychodzą tylko do tych dzieci, które w nie wierzą.
- Ja wierzę. I będę wierzył do końca życia. I w Mikołaja też.

Chyba dobrą wróżką zostanę dożywotnio.

czwartek, 24 listopada 2016

Witaj na świecie, Maleńki!


Nareszcie! To słowo najczęściej padało na wieść o jego narodzinach. Długo kazał na siebie czekać. Zwłaszcza, że przez całą ciążę towarzyszyła mi pewność, iż urodzi się w październiku. Kulawa intuicja przyszłej matki. Wybrał listopad. Niedzielny poranek. Idealny. Niespieszny. Zupełnie, jak on. Czarnowłosy klon Mateusza. Nasz syn. Młodszy brat. Bruno. Witaj na świecie, Maleńki!

sobota, 5 listopada 2016

Dzisiaj + kod rabatowy Mivo


5.11.2016. Dzisiaj. Miał już być z nami. Nikt nie spodziewał się, że tak naszą cierpliwość na próbę wystawi. Nasz drugi syn. Zwłaszcza, że pierwszy pospieszył się i 3tygodnie przed wyznaczonym terminem się pojawił. A ten? Nie spieszy się. Leniwie się przeciąga, rozciągając mój brzuch na wszystkie strony świata. Rząda regularnych dostaw słodyczy i wciąż gardzi mięsem. Trzy razy w tygodniu funduje matce spacer leśnymi ścieżkami. Ktg wzywa. Limit już wyrobiłam. Panie na IP witają mnie jak starą znajomą, a moja lekarka traci cierpliwość. Masz dwa dni, chłopaku! Taki limit, o! Nie przegap tej pięknej jesieni.

Tymczasem, spacerujemy. Nasze ostatnie wędrówki we troje. Pięciolatek pędzący na hulajnodze. Zimny wiatr, który zaczyna pachnieć...zimą. Tony liści. Kasztany. Deszcz. Harce na jedynym niezamkniętym placu zabaw. Zmarznięte dłonie i rumiane poliki. Nasza jesień. Ostatnie kadry. Wciąż w nie-komplecie. Listopad już. A my wciąż czekamy.

czwartek, 27 października 2016

Październikowe spacery + kod rabatowy Mivo


Październik. Nie mogę uwierzyć, że tak szybko mija. Mimo długich wieczorów z książką, popołudni spędzanych nad planszą, lub u dziadków. Mimo tego, że poszczególne dni zwolniły, to cały październik rozpłynął się w sekundę. Nie wiem, jak to możliwe. Na szczęście, udało nam się spędzić czas nie tylko w domowych pieleszach. Październik to nasze weekendowe leśne spacery. Czas, kiedy jesteśmy tylko dla siebie. Torby liści, kasztanów, szyszek i jarzębiny przyniesione do domu. Wędrówki leśnymi ścieżkami. Długie rozmowy, czekolada chowana w kieszeniach i wyścigi chłopaków. Lisek, który wędrował z nami w zastępstwie osiołka. Aparat obijający się o mój brzuch. Kopniaki, które serwował młodszy, gdy matka próbowała nadążyć za starszym. Kilka zatrzymanych kadrów. Nasze ostatnie spacery we troje. Przed nami jeszcze jeden październikowy weekend. I wszystko wskazuje na to, że spędzimy go podobnie jak te ostatnie. Małemu człowiekowi nie spieszy się na świat.

wtorek, 25 października 2016

Gospodyna

Dawno temu dostałam od teściowej skserowaną i zbindowaną książkę. Poradnik pani domu, czy jakiś inne rady idealnej gospodyni domowej. Autorką była Helga Cośtam. Już samo nazwisko odstraszyło mnie od czytania zawartości tych zbindowanych stron. Przejrzałam z grzeczności i odstawiłam na półkę. A marzenie teściowej o idealnej synowej, która wszystko idealnie ogarnia, legło w gruzach.

niedziela, 23 października 2016

Do kwadratu

W kwadratach zamknięte nasze oczekiwanie. Pierwsze ubranka. Pogawędki z brzuchem. Książki, które mały lokator uparcie z niego skopuje. No, nie lubi, gdy jego pupa za stojak pod książki robi. Kadry naszej codzienności. Zapragnęłam mieć je także tutaj. Nieostre. Nieidealne. Zwyczajne. Do kwadratu.

środa, 19 października 2016

Dawno, dawno temu...

... w zupełnie innej rzeczywistości żyła sobie dziewczynka, żył sobie chłopiec. Tak zapewne zaczynałaby się nasza bajka. Moja, taty Mateusza i pewnie większości dzieci urodzonych w latach 70` i 80`. I chociaż lata przedszkolne i wczesnoszkolne pamiętam, jak przez mgłę, krótką bajkę naszego dzieciństwa mogłabym napisać. 

Bajkę, w której pięcioletnie dzieci biegały same po podwórku. Bez ciągłego nadzoru dorosłych. Bajkę, w której wystarczyło raz na jakiś czas odmeldować się, krzycząc pod oknem "Mamo, jestem!", albo "Mamo, piiiić!". Bajkę, w której sąsiad wołał wszystkie dzieciaki i karmił chlebem z wodą i cukrem, nie przejmując się jakąś tam próchnicą. A później darł się w niebogłosy, bo wszystkie śliwki z drzewa obrywaliśmy. Bajkę, w której dzieci same wymyślały sobie zajęcia, organizowały zabawy, a nuda...hmmm jaka nuda?