Wielka Księga Wartości

Kiedy na świecie pojawia się dziecko, rodzice stają przed ogromnym życiowym wyzwaniem. Po pierwszym sprawdzianie, jakim jest pielęgnacja i ogarnięcie małego zawiniątka, przychodzi taki moment, w którym człowiek uzmysławia sobie, że nie tylko o to w rodzicielstwie chodzi. I o ile na początku tej rodzicielskiej drogi, życie faktycznie toczy się wokół karmienia, przewijania, odbekiwania, zmieniania pieluch, usypiania i tulenia, to w pewnym momencie przychodzi olśnienie (raczej szybciej niż później), że mamy przecież do wychowania małego człowieka. Nauczenie go samodzielnego jedzenia, wydawania dźwięków zrozumiałych dla społeczeństwa i sikania w odpowiednich miejscach - to wszystko jest niczym w porównaniu z wychowaniem tego małego stworka na porządnego człowieka. Rodzic ma do wykonania ogrom pracy. Jak przekazać najważniejsze wartości, nauczyć odróżniania dobra od zła i funkcjonowania w tym zwariowanym świecie? Nie od dzisiaj wiadomo, że dzieci uczą się przez obserwację. Chłoną wszystkimi zmysłami to, jak zachowuje się najbliższe otoczenie i...idą z tym bagażem w świat. A naszym zadaniem jest spakować go tak, by nie ciążył im całe życie. Najlepiej przy pomocy wartościowych książek.

Zeszyty kreatywne #5 - Absolutnie fantastyczne!

Jestem beznadziejnym przypadkiem rodzica kupującego niedorzeczne ilości książek z zadaniami dla dzieci. I żeby to moje starsze dziecko zaglądało chociaż do połowy z nich, to może wyrzuty sumienia miałabym mniejsze. Ale gdzież tam! Spośród piętrzących się zeszytów wybierze jeden. I męczy go do ostatniej strony. Nic dziwnego, że karton z tymi zeszytami wciąż stoi w naszej  graciarni sypialni. Nie powiem, przydaje się czasami. Kubek jest gdzie odstawić. Krzesła podsuwać nie trzeba, żeby z pawlacza coś sięgnąć. A w podbramkowej sytuacji (Mamo! Prezentu nie mamy dla "X") czerpać można, jak ze studni. Większość z nich, czeka jednak na Bruna (łudzę się jeszcze!). Chociaż zdarzają się takie, po które Mateusz sięga z nieskrywaną radością. Bo są absolutnie fantastyczne!

Ulubione w...

Postanowienia postanowieniami, a życie swoje. Miał być cykl. Comiesięczny spis ulubieńców. Hmmm. Czy dwa wpisy to już cykl? ;) A że raz na pół roku? No cóż. Lepiej późno niż wcale, prawda? Do styczniowych ulubieńców mogę dopisać kolejnych. Książki, płyty, ulubione miejsca w wirtualnej przestrzeni. Wszystko to, co w ciągu ostatnich kilku miesięcy zachwyciło mnie totalnie. Plus trochę ulubionych zdjęć z naszego domowego albumu. Zobaczcie. Może i Wy znajdziecie tutaj coś dla siebie?


Skatepark + kod rabatowy Mivo

Chociaż brakuje w naszym mieście takiego z prawdziwego zdarzenia, to ten który jest wystarcza na nasze potrzeby (jeszcze!). Skatepark - miejsce, w którym siedmioletni chłopiec może spożytkować swoją energię bez przemeblowania połowy mieszkania i godzinnego sprzątania po zabawie. Hulajnoga, rolki i dzikie bieganie po rampach! Mateuszowi do szczęścia nie potrzeba tam nic więcej (no może jeszcze nieograniczony dostęp do lodów). Dzisiaj zapraszamy na fotorelację z minisesji, która powstała we współpracy z Mivo Shoes (na końcu wpisu czeka na Was niespodzianka!). Nasz siedmiolatek w swoim żywiole. Bo latem najważniejsza jest dobra zabawa! I lody!

Zwariowane pojazdy

Boys rules! O tak! W naszym domu zdecydowanie rządzą faceci. Zwłaszcza ci najmłodsi, którzy każdego dnia wytrwale budują swój chłopięcy świat utkany głównie z klocków lego, eksperymentów, pojazdów i książek. Piękny świat! Chociaż czasami zastanawiam się, czy to tornado przeszło, czy jakiś wybuch nastąpił na tych ich kilku metrach kwadratowych. Mimo tego, że rzeczywistość z samymi chłopakami na pokładzie bywa wkurzająca i wykańczająca, to częściej jest pełna śmiechu, ciekawa i zaskakująca. Zwariowana! Tak, jak książka którą Bruno notorycznie pożycza od starszego brata.

Z biblioteczki Mateusza

Och, jaki to nerwus jest! Samodzielnie przeczytał jedną książkę*. Dumny był, a co! Ale kolejnej już nie chce. Zaczyna, przerywa gdzieś w środku, odkłada i wnerwia się. Bo on chce szybciej! Bo już doczekać się nie może, co będzie dalej, a to jego czytanie jest jeszcze takie...powolne. A on chce idealnie! Czyli jak najszybciej dowiedzieć się, co było dalej. Bo te przygody takie fajne. I mama tak fajnie czyta. Czekam. Nie naciskam, bo jednak coś tam codziennie czyta. A wieczorami siadamy i tradycyjnie już, pochylamy się nad książką. Ja czytam, on słucha. Nasz wspólny czas ostatnio wypełniony jest zagadkami, magią i gadającymi autami. Poznajcie aktualne zachwyty naszego siedmiolatka.

Grzyby, czyli jak z nudnego tematu zrobić arcydzieło?

Grzyby? Któż by pomyślał, że mogą być interesującym tematem na książkę dla dzieci? Bo cóż więcej można o nich napisać, poza standardowym podziałem na jadalne i trujące? Można jeszcze przedstawić budowę takiego grzyba, pokazać te wszystkie blaszki, listewki, rurki, kapelusze i...tyle. Dziecko znudzone. Temat wyczerpany. Otóż nie! Można bowiem takiego grzyba wycisnąć jak przysłowiową cytrynę, podejść do tematu nieszablonowo i stworzyć prawdziwe dzieło sztuki. Interesujące, zaskakujące i zachwycające każdą stroną. I takie właśnie dzieło sztuki trafiło w nasze ręce.

Ulubione w Styczniu

Umilam sobie tę macierzyńską rzeczywistość na wiele sposobów. Książką. Muzyką. Filmem. Małymi przyjemnościami. Cóż, jestem tylko człowiekiem. I to takim, który lubi gdy jest pięknie, smacznie i przyjemnie (któż nie lubi?). Nie potrafiłabym czerpać z macierzyństwa, gdyby nie małe chwile tylko dla siebie. Dlatego zamiast po raz setny zmywać naczynia, czy odkurzać pokruszone chrupki, dbam o to, by złapać oddech. Od zawsze drzemki dzieci, to mój czas. Na herbatę/kawę, książkę i poszperanie w internetach. Kwadrans. Czasami dwa. Na to, by pozachwycać się, nacieszyć, zainspirować i odpocząć. Dzisiaj pokazuję, co w styczniu wpadło mi w oko, zachwyciło, wywołało szybsze bicie serca. Taki mix. Różnych fajności, inspiracji, wydarzeń. Ulubionych chwil, smaków, zapachów, obrazów i wszystkiego, co zachwyciło mnie w styczniu. I zachwyca nadal. Zobaczcie. Może i Was zachwyci?


Pucio

Książki dla maluchów zajmują coraz więcej miejsca w naszej domowej biblioteczce. Obok tych grubaśnych, które czytamy z Mateuszem na rozdziały, leżą te kartonowe, kontrastowe, obrazkowe bądź kilkuzdaniowe zaledwie, książeczki Bruna. I cieszy mnie ogromnie, kiedy ten mały Krasnal przynosi co ranek stosik swoich ulubionych pozycji. Wśród nich nie może zabraknąć Pucia. A ja doprawdy nie wiem, czy wśród polskich rodziców maluszków istnieje taki, który nie słyszał o Puciu?

Styczeń obiektywnie + Projekt 52

Styczniowe kadry zapełniają dysk komputera. I mimo tego, że styczeń mało aktywny, spędzany głównie w domowych pieleszach, to tych kadrów uzbierało się sporo. Wiele wartych zapamiętania chwil. Pierwszy tegoroczny spacer po lesie, z którego Bruno wrócił...czarny. Czapka lądująca na ziemi i patyki w małej buzi. Kiepskie noce i dokuczające Brunkowi czwórki, które wyjść nie chcą. Pierwsza samodzielnie przeczytana przez Mateusza książka ("O smoku spod Wawelu"), duma i radość z dyplomu sukcesu. Nowe słówka Bruna i pierwsze zawołane "sisi", które wprawiło matkę w osłupienie. Niedziela bez światełka do nieba, bo Mateusza zmogła gorączka, filmowe wieczory pod kocem, pierwszy tegoroczny śnieg i pierwsze sanki młodszego brata. Jabłko jedzone na spółę, ukradkowe buziaki, "a tu-tu" Brunka i nasze poranki spędzane przy balkonowym oknie. Pierwsze obcięte kosmyki, pierwsza wizyta w nowym M i radość chłopców z pustych pokoi, po których można biegać nie obijając się o meble. Stosy katalogów wnętrzarskich i grubaśnych książek, czytanych z Mateuszem na rozdziały. Nasze chwile, które udało mi się zapisać. Ułamek tego, które miały miejsce. Domowe. Spokojne. Cisza przed burzą, która za chwilę zamieni nasze życie w...domowy bajzel. Już żyjemy na kartonach ;)