niedziela, 26 listopada 2017

Roczek...

 Jak to szybko zleciało - słyszę zewsząd, sama powtarzając to zdanie jak jakąś mantrę. I jeszcze chwila i naprawdę uwierzyłabym w to, że ostatni rok przeleciał między palcami. Nie przeleciał. Bo mimo tego, że pędzi ten czas jak szalony, to ja w tym pędzie staję, zatrzymuję się i ze spokojem patrzę na mojego młodszego syna, który przecież wczoraj się urodził. Rok. 12 miesięcy przyglądania się, jak z maleńkiego zawiniątka wyrasta chłopiec, który dzisiaj ponad stół głową sięga. I tylko spojrzenie ma tak samo poważne, jak w dniu, w którym pierwszy raz go ujrzałam.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Zaczytana jesień #3 (2017) - cz.I

Jesień to dla mnie wyjątkowa pora roku. Lubię te długie wieczory, grube swetry, szale wielkie jak koce i gorącą herbatę, która tylko jesienią smakuje tak wyjątkowo. Lubię także dlatego, że jesienią na rynku wydawniczym pojawiają się prawdziwe perełki. Czekamy na nie z Mateuszem zacierając ręce i zbierając każdy grosz, który później z przyjemnością wydamy na te literackie cuda. Tegoroczna jesień pełna będzie tych książkowych skarbów. Doprawdy nie wiem, jak nasz domowy budżet to wytrzyma? I jak, na litość boską, wybrać te naj, naj, skoro wszystkie chciałoby się kupić? Nie wiem. Wam także nie pomogę w tym temacie. Ale możecie pozastanawiać się razem ze mną. To co? Jesteście ciekawi, co tegorocznej jesieni w literackim świecie piszczy?

wtorek, 31 października 2017

Gigabajty pamięci + kod rabatowy Mivo

Każdego dnia w mojej głowie powstaje kilka wpisów blogowych. Myśli płyną, układają się w piękne zdania, a ja jak najwięcej staram się zapamiętać. Nadaremnie. Bo zazwyczaj w takich chwilach nie mam możliwości zapisania nawet słowa jednego. Pranie trzeba zrobić, podłogę umyć, dziecko płacze, ręce zajęte tuleniem nie mają kiedy chwycić za długopis. A później wszystko znika. Zdania rozsypują się, pomysły ulatują z pamięci i nie ma nic. Kolejna wena odeszła w siną dal. Kolejne wspomnienia zapisane jedynie gdzieś w podświadomości. Dobrze, że te zdjęcia są. Dysk zapchany. Mąż wciąż narzeka, że ile bym nie miała tych giga czy megabajtów, to i tak zapcham wszystko. A później po nocach z tych rawów tworzę obrazy. Wspomnienia. Nasze. Te, które za lat kilka będziemy starali się sobie przypomnieć.

Nie wiem czy zapamiętałabym to popołudnie, gdyby nie było tych kilku kadrów. Radość starszego brata. Oczekiwanie na spotkanie z wujkiem. Ten uśmiech. Głupie miny i iskierki w oczach. Moje zmarznięte dłonie od trzymania aparatu. I jego brudne od ziemi. Kukurydza we włosach. I najprawdziwsza dziecięca radość. Ja byłam tylko obserwatorem, którego i tak nikt nie słuchał. Dlatego nie ma idealnych póz. Wymuszonych min. Dlatego tak bardzo lubię go na tych zdjęciach. Szczęśliwego. Mimo tych gigabajtów zapchanej pamięci.

poniedziałek, 30 października 2017

Mały atlas ptaków

Nie znam się. Przyznaję bez bicia. Nie potrafię odróżnić wrony od kruka. A jeszcze gawron przecież jest. I kawka. Wszystkie z jednej rodziny. Jedynie sroka, wróbel (a może to jednak mazurek?) i sikorki jakby bardziej znajome. Bardziej charakterystyczne, więc nie sztuka je znać. Mieszkają tak blisko, każdego dnia widujemy czarne klucze na niebie. I wstyd, bo na podstawowe pytanie sześciolatka nie umiem odpowiedzieć. Co to za ptaki, mamo? Ekhm...


czwartek, 21 września 2017

33 facts about me

Wrzesień to mój miesiąc. Każdego roku rozpoczynam go od życzenia wypowiedzianego w myślach i zdmuchnięcia świeczek na urodzinowym torcie. Lubię ten dzień. Z tej okazji, podobnie jak w zeszłym roku, kilka słów o mnie. Moje #factsaboutme. 33 fakty na 33 urodziny. Zapraszam do czytania. I podzielenia się swoimi facts about me. Poznajmy się lepiej!

środa, 9 sierpnia 2017

Słowacja z dziećmi - Dolina Białej Wody

Tegoroczny urlop spędziliśmy na Słowacji. W połowie czerwca spakowaliśmy walizki, załadowaliśmy chłopców do auta i pojechaliśmy. 2000km przemierzone polsko-słowackimi drogami, tony zjedzonych lodów i wypitej kawy, tysiąc zdjęć, jedno dziecko potrafiące pływać, jedno dziecko posiadające zęby, matka z rozwaloną nogą i ojciec spalony na raka. Taki bilans po powrocie. Było genialnie! W każdym razie lepiej, niż się spodziewaliśmy.

piątek, 4 sierpnia 2017

Liść

Jesienią. Wyjmę z szafy ciepły koc, założę wełniane skarpety i ugotuję ciepłe kakao. Z cynamonem i goździkami, które później będziemy wspólnie wyciągać z parujących kubków. Usiądę w fotelu z książką w ręce, na nos wcisnę nadłamane okulary i przeczytam. Roczniakowi, który każdą stronę zaznaczy obślinioną rączką. Prawie siedmiolatkowi, który zna tę opowieść już na pamięć. I sobie. Poczytam o miłorzębowym listku, który stał się przypadkowym obserwatorem ważnych życiowych lekcji.